Nr 2 (94) 2013
kwiecień - czerwiec
WYDARZENIA

Technika rodzajem sztuki

Julian Józef Antoniszczak (Antonisz), filmowiec - wizjoner, który sięgnął do korzeni kina sprzed „fatalnego wynalazku diabelskich sztuczek braci Lumiere", tworząc swe eksperymentalne animacje porzucił kamerę, pokazując, że „technika jest rodzajem sztuki".

Agnieszka Maria Wasieczko

Ur. 1974. Historyk sztuki, krytyk, publikuje teksty o sztuce współczesnej.

Agnieszka Maria Wasieczko

DADAISTYCZNE W DUCHU, pełne absurdalnego humoru, noncamerowe filmy Antonisza (1941-1987) - współzałożyciela legendarnego Studia Filmów Animowanych w Krakowie, a także muzyka, konstruktora i wynalazcy, zapisały się w pamięci widzów dzięki swej niepowtarzalnej, rękodzielniczej, szorstkiej, „chropawej" estetyce. Fascynują swą „wizualną hałaśliwością": niespokojne, rozwibrowane, animowane obrazy, które artysta uzyskał, własnoręcznie rysując bądź malując na klatkach filmowych, wypełniła trudna do opisania kakafonia wirujących w rytm samodzielnie skomponowanej muzyki linii, plam, kleksów i zacieków, które stały się tłem dla sportretowanych bohaterów.

Z bogatego, obejmującego 36 filmów, dorobku Antonisza, na wystawie w Zachęcie znalazło się kilkanaście, które częściowo lub w całości (zarówno obraz, jak i dźwięk) zrealizował metodą noncamerową, a wśród nich tak znane, jak: Fobia (1967), Jak działa jamniczek (1971), Słońce (1977), Co widzimy po zamknięciu oczu i zatkaniu sobie uszu (1978), Ludzie więdną jak liście (1978), Ostry film zaangażowany (1979), Światło w tunelu (1986), a także odcinki Polskich Kronik Non-Camerowych (1981-87) - alternatywy wobec sztucznego, napuszonego języka oficjalnej Polskiej Kroniki Filmowej. Wystawa dała też wgląd w nie mniej frapujący warsztat artysty.

Kładąc silny nacisk na powrót do rękodzieła oraz archaicznych metod pracy, w swych poszukiwaniach Antonisz odwołał się do źródeł kina jako ludowej, jarmarcznej rozrywki. Pociągały go kinetyczne zabawki, optyczne maszynerie oraz wszelkie wynalazki techniczne związane z narodzinami kina. Zafascynowany latarniami magicznymi, teatrem optycznym Charlesa Emile'a Reynaud oraz kabaretem Anima Non Camera, Antonisz zainteresował się eksperymentami wzrokowo - dźwiękowymi oraz ich oddziaływaniem na widza. Wykorzystując w swych filmach zjawiska optyczne, powidoki oraz halucynacje, stale testował jego wrażliwość i wytrzymałość na nowe bodźce.

Jak zanotował artysta, „film rysunkowy skończył się z chwilą wynalezienia kamery filmowej. Stał się reprodukcją, przestał być hand made, rękodziełem". W 1977 r. w związku z prapremierą Słońca - pierwszego filmu wykonanego w całości przy pomocy techniki bezkamerowej, w którym wykorzystał drzeworyt, bezpośrednio odbity na taśmie, Antonisz sformułował Manifest Artystyczny Non Camera. Przedstawił w nim swój program i koncepcję kina noncamerowego. Działalność „domową", „namalowaną ręką artysty" przeciwstawił zinstytucjonalizowanej produkcji. Wedle artysty obrazy, ręcznie rysowane i malowane na taśmie 35 mm, miały dać „nieosiągalne metodami fotograficznymi wyrazistość, kontrast i siłę koloru.

Ważnym elementem pracy twórczej artysty były tzw. „pomysłowniki" - zbiory notatek, „złotych myśli", wycinków z gazet i projektów, które gromadził w teczkach i zeszytach na przestrzeni kilkunastu lat. To swoiste archiwum objęło wszystkie obszary życia i twórczości Antonisza. Do realizacji filmów noncamerowych oraz stałego doskonalenia eksperymentów na taśmie filmowej służyły mu samodzielnie projektowane i konstruowane w latach 1968-83 urządzenia mechaniczne, dzięki którym uniezależnił swą twórczości od nacisków i ograniczeń biurokracji. Zamykane w skrzyniach i walizach „pantografy", „dźwiękownice", „animografy", „sonografy" i inne, przedziwne aparaty złożyły się na specyficzną „architekturę wnętrz" oraz atmosferę jego pracowni - laboratorium, którą artysta nazywał „domowym Hollywood non camera", „centrum non-camerowym" lub „parkiem maszyn". Jak wspomina jego żona, Danuta Antoniszczak, organizację tego pomieszczenia na poddaszu krakowskiej kamienicy podporządkował on „absolutnej samowystarczalności" oraz możliwości tworzenia w dowolnej chwili. - „Każda jego pracowania czy mieszkanie było makrokosmosem" - powiedziała. Może właśnie dzięki Antoniszowi „technika stała się rodzajem sztuki".

Antonisz, „Technika jest dla mnie rodzajem sztuki", „Zachęta" Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa, styczeń - marzec 2013.

cover