Nr 2 (94) 2013
kwiecień - czerwiec
PREZENTACJE

KOJI KAMOJI

Między sztuką a życiem

Artyści zawsze jeździli kształcić się i szlifować swój kunszt zagranicą. Był czas, że jeżdżono do Italii, bo tam wszystko było piękne i to, co ofiarowała natura i to, co zostawało po poprzednich pokoleniach. Jeżdżono do Paryża, tu była stolica Świata Sztuki, impresjonizm, postimpresjonizm, fowizm, kubizm. Po drugiej wojnie światowej miano stolicy „ukradł" Nowy Jork. Koji Kamoji zdecydował się posłuchać rady krewnego i przyjechał kontynuować studia artystyczne do Polski w 1959 roku. Przyjechał tu z nadzieją na wielkie doświadczenie artystyczne. Jego decyzja była bez związku z aktualną sytuacją, nic nie wiedział o tym, że wielu artystów z Polski wyjeżdża, że wśród nich są tak wybitni, jak Jan Lebenstein, Roman Opałka, Alina Szapocznikow, Wojciech Fangor.

Stefan Szydłowski

Historyk i krytyk sztuki, kurator, nauczyciel akademicki. Autor tekstów o sztuce współczesnej, specjalizuje się w teorii kultury.

Stefan Szydłowski

KAMOJI TO STARY JAPOŃSKI RÓD mocno związany z kulturą japońską, zakorzeniony w tamtejszej tradycji i obyczaju. Koji Kamoji jako student tokijskiej Akademii Sztuk Pięknych Musashino, jak wielu jego japońskich rówieśników i w ogóle miłośników sztuki, bliżej był impresjonistów, nadwiślańscy artyści byli mu wówczas w ogóle nieznani. Zauważywszy szczególną zbieżność daty urodzenia, przeżywał prawie mistyczny związek z van Goghiem; urodzili się tego samego dnia i miesiąca - 30 marca, van Gogh urodził się w 1853, Kamoji w 1935. To budowało rodzaj związku uczącego się na artystę Kojiego Kamojiego z dziełem i losem wielkiego Holendra.

Yukio Kudo, stryj Koji Kamoji, także związał się z polską kulturą, tłumaczył Adama Mickiewicza, Bruno Schulza, Stanisława Ignacego Witkiewicza, Issaca B. Singera, Witolda Gombrowicza.

XX-te stulecie było wiekiem rewolucyjnych zmian w pojmowaniu czasu i przestrzeni. Dokonywali ich naukowcy i artyści, Koji Kamoji znalazł własny sposób, by uczynić z nich swój główny problem artystyczny i podstawowy temat rozmyślań. Jego droga jest drogą artysty, zatem interesuje go przede wszystkim kultura. Porównuje różne okresy w dziejach Japonii i Europy nie pod względem tempa rozwoju cywilizacyjnego czy ekonomicznego, ale przez wyróżnione wartości kultury. A kluczem do rozumienia kultury jest dla niego niedefiniowalna kategoria: skupienie. Jest to jedno z najczęściej powtarzanych i ulubionych słów Kamojiego, stanowi rodzaj punktu odniesienia i skali wartościowania.

Silny wpływ na kształtowanie się postawy artysty miała odbyta w 1959 roku podróż statkiem do Polski, stała się czymś w rodzaju mitu założycielskiego jego późniejszej sztuki. W jej trakcie zdobył doświadczenia wizualne, które na zawsze określiły jego postawę jako artysty. „Zauważył, odczuwając pewien zawód, że nie można na ograniczonej przestrzeni kartki czy płótna wyrazić tego, co niezmierzone i odległe. O wiele później przypomniał sobie, że kąpiąc się w basenie na statku, odczuwał niezwykle silnie otaczającą go wodę, oraz widział niezwykle blisko niebo i chmury."1)

Przestrzeń stała się czymś odmienianym na wiele sposobów, podstawowym zagadnieniem, tematem, treścią, ale także zasadą i metodą decydującą o artystycznej wizji Koji Kamoji i jej realizacji w pracach, wystawach i miejscach. Cała późniejsza twórczość artysty będzie mogła być określona jako in situ, jako site-specific, immanentnie związane z miejscem dzieło, które zostaje przez nie zaanektowane. Janina Ładnowska o metodzie Kamoji napisała: „...zmiana przedmiotu „prawdziwego" w „artystyczny" następuje nie poprzez media „zimne", lecz poprzez odczucie emocjonalne miejsca, w którym przedmiot się znajduje, a my odbieramy jego obecność, co pozwala nam samym odczuć silniej swoje biologiczne istnienie."2)

Kamoji bezpośrednio po przyjeździe do Polski zetknął się ze spuścizną Władysława Strzemińskiego (na wstępnym kursie języka polskiego dla cudzoziemców w Łodzi), będąc w Warszawie znalazł się w kręgu przyjaciół Henryka Stażewskiego. Kamoji spotkał w Polsce artystów, z którymi, jak się szybko okazało, wiele go łączyło, co zaowocowało wspólnymi wystawami i przyjaźnią z Henrykiem Stażewskim, Włodzimierzem Borowskim, Edwardem Krasińskim, Edwardem Narkiewiczem, Stanisławem Cichowiczem, Andrzejem Szewczykiem. Stażewski był dla Kamojiego mentorem, ale i w jakimś sensie ojcem, ucieleśnieniem wartości, do których bezpośredniego odczucia trzeba się odnieść, konfrontować z nimi.

„Na ścianę świątyni" to cykl należący do tzw. obrazów pruszkowskich, powstałych w latach 60., w okresie mieszkania Koji Kamoji wraz z rodziną w Pruszkowie. Był to okres studiów w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie oraz pracy w charakterze tłumacza w polskiej filii firmy Mitsui. Był to niezwykle ważny i trudny okres w życiu artysty. Ważny, bo artysta miał już wówczas polską rodzinę, żonę i troje dzieci. Na studiach w pracowni Artura Nachta-Samborskiego zetknął się wieloma postawami, które nie pozostawały bez wpływu na przewartościowania, których dokonał we własnych wyborach artystycznych. Był to okres trudny, bo wykuwanie własnych problemów artystycznych jest trudne, a przy tym Kamoji mieszkał z rodziną w niewielkim, niewygodnym mieszkaniu, odczuwając niedostatek środków.

Studia chciał zakończyć czymś w rodzaju samooceny. Postawił przed sobą zadanie: namalować obrazy, które z czystym sumieniem mógłby powiesić na ścianach świątyni Horyuji z VII w., świątyni, która dla niego była jednym z najważniejszych miejsc na świecie. Wśród obrazów pruszkowskich cykl „Na ścianę świątyni" charakteryzuje się pionowymi płytami ze sklejki o wymiarach 100 x 70 cm, malowanymi farbą olejną na biało z powycinanymi dłutem otworami różnej wielkości, zbliżonymi do koła. Otwory częściowo zostały obwiedzione czarną farbą.

Prace te, z dzisiejszego punktu widzenia, są emblematyczne dla twórczości Kamojiego. Dają one asumpt do wszystkich późniejszych interpretacji i analiz jego dzieł. Ich radykalna odmienność, oryginalność, jakaś dojmująca prostota wyrażała się w materiale i wykonaniu. W perspektywie wartości, jakie ukształtowały się w świecie malarstwa sztalugowego, to dzieła charakteryzujące się ubóstwem i niestarannością, a nawet nieporadnością. I właśnie to wszystko, czym one były i co sobą przynosiły było najważniejsze, było czymś niezwykle ryzykownym w murach Akademii, ale też czymś, czego nie można było nie zauważyć. Dla tych prac tytuł ma walor konstytutywny, istotowy, współtworzy je, tak też będzie z pracami późniejszymi. Obrazy te były pokazane po raz pierwszy w 1965 roku w Krakowie w Krzysztoforach. To był debiut Kojiego Kamojiego, w galerii Grupy Krakowskiej, w jednym z najbardziej zasłużonych dla polskiej kultury miejsc.

Wśród osób śledzących wystawy i dzieła Kamoji dużym zainteresowaniem cieszy się cykl „Średniowiecze". To trzydzieści dwa obrazy pierwszy raz pokazane w Galerii Foksal jako jeden obraz, zgrupowane jeden obok drugiego, wszystkie na jednej ścianie. Przewartościowują one stosunek artysty do tradycji konstruktywistycznej, uwypuklają niekonsekwencję, a może lepiej będzie powiedzieć swobodę artysty, jakby mimochodem pokazującego, że przyjęte konwencje i narracje są zawsze czymś w sposób nieobojętny uczestniczącym w pośredniczeniu naszego docierania do otaczającego świata. Repetytywność działań, jak modlitwa, oczyszcza pole odczuwania, pole refleksji. W Średniowieczu każdy obraz jest ważny, ale ważne jest też to, że artysta zdecydował się pokazać je wszystkie razem i to w określony sposób.

Dzisiaj przeglądając dokumentację i przywołując pamięć prac i wystaw sprzed lat wydaje się, że Kamoji krąży wokół jednego problemu, że jest niesłychanie konsekwentny. Bierze się to w dużej mierze z tego, z czym artysta się w swojej sztuce ściera i o co walczy. Ci, którzy uczestniczyli w jego wernisażach, podkreślają niemożność powrotu, powtórzenia sytuacji, gdzie ważnym i koherentnym elementem dzieła było zaskoczenie. Niebywałym może być coś tylko raz.

Oś twórczości Kamoji z pewnością stanowią dwie prace ściśle ze sobą związane: „Haiku „Woda" oraz „Dno nieba" (1994). To oś, dosłownie i w przenośni, sięgająca nieskończenie w dół i nieskończenie w górę. W sztuce Kamoji woda często się pojawia i odgrywa szczególną rolę, my jesteśmy gdzieś pomiędzy, żyjemy dzięki niej, czerpiemy z niej, wobec niej i dzięki niej określamy swoje miejsce, bo ona wyznacza horyzont, naszą okolicę. Zanim doszło do realizacji wspomnianych wystaw, Kamoji w 1992 roku zdecydował się pokazać w Galerii Biblioteka w Legionowie swoje obrazy, wystawę zatytułował „Pokazywanie owadów". Zaprosił publiczność do gry, tytułem kwestionując wystawę, relatywizując status obrazów. Artysta wybrał dziesięć obrazów z lat 1980-1992, wszystkie miały tytuły wskazujące na ich relewantność: „Fabryka nad Kanałem", „Domek", Matka z dzieckiem", „Uwięziony koń", „Dwie osoby", „Skrzyżowanie dróg", „Kwiat/zima", „Rano", „W nocy", „ Droga". Ale jednocześnie do wystawy dołączył interpretację wskazującą na warunkowość percepcji. Nie to, co widzimy, jest prawdą, prawda jest tam, gdzie jesteśmy odsyłani, można się na nią otworzyć, ale nie da się jej uchwycić: „Tytuł tej wystawy kryje w sobie dużo zarozumiałości przynajmniej z dwóch powodów: po pierwsze mam czelność pokazać to, co namalowałem, po drugie owady to istoty, które żyją. Wynika z tego, iż moje obrazy są żywe jak owady. Ale to tylko moje marzenie, abym mógł pokazać to, co żyje, co nie jest sztuczne. Bardzo pragnę malować żywe kwiaty, żywe owady, żywe ... Pragnę je pokazać. Ale to na pewno daleka droga."3)

„Haiku"Woda"" to dzieło przełomowe nie dlatego, że coś się na nim kończy lub coś zaczyna, przełomowe jest ze względu na swoją dobitność i radykalność. Do prawdy trzeba się „dokopać", prawda ujawnia się z zaskoczenia, jak nasze odbicie w lustrze wody na dnie studni. Nie chodziło wtedy o kolejną wystawę, lecz o fundamentalne doświadczenie przekraczające wszystkie dotychczasowe. Jak niekiedy rama należy do obrazu, tak w tym wypadku do wystawy "Haiku "Woda"" należało pomieszczenie o wymiarach 2,66 x 4,20, wysokość 2,75 m, oświetlone światłem słonecznym. W jego centrum została zbudowana studnia z jedenastu kręgów betonowych o wymiarach: średnica otworu 0,96 m, wysokość 0,75 m każdy. Nad wystającym na wysokość 0,45 m ponad poziom podłogi kręgiem zawieszony został arkusz aluminiowej blachy o wymiarach 1 x 2 m". Wszyscy byliśmy zaskoczeni rezultatem, który dzięki swojej surowości był autentycznie majestatyczny, dzięki zaskoczeniu na takie doświadczenie równie otwarci byli widzowie o różnych kwalifikacjach i wieku. Nowej głębi nabierało miejsce, w którym znajdowała się galeria - biblioteka. Stało się czymś oczywistym, że przedzierając się przez półki z książkami również możemy „dokopać się" do prawdy.

Równie ważna i zaskakująca była zrealizowana w tym samym roku instalacja „Dno nieba", cztery płaty aluminiowej blachy przyklejone do podłogi na tarasie/dachu wieżowca. To, że zrealizowana była przy pracowni Henryka Stażewskiego i Edwarda Krasińskiego, miało znaczenie pośrednie - wiadomo było, że wkracza się na teren sztuki. W normalny pogodny dzień dzieło było „niewidoczne", rzucała się w oczy materialność blach, ale takich dni jesienią w Polsce jest mało. Najczęściej wieje wiatr, na niebie przemieszczają się chmury, pada deszcz i wtedy dopiero otwiera się przed nami dno nieba. Z punktu widzenia kanonicznych postaw konstruktywistów, minimalistów, konceptualistów landartystów i abstrakcjonistów, Kamoji jest rewizjonistą. Pojawia się u niego zawsze coś, co łamie czystość konwencji, przenikają się światy materialny i pojęciowy, konkretny i iluzyjny. Głęboko w dół, aż do wody, wysoko w górę, aż do nieba. Studnię zakopali miejscowi politycy, blachę na tarasie pogniótł wiatr, tu i tam od dotknięcia żywiołów się zaczęło i one dzieło zniszczyły fizycznie, wzmacniając obraz w naszej pamięci.

Oczywiście nie sposób bagatelizować kapitału kulturowego, z jakim Kamoji przyjechał do Polski, bo czerpie z niego do dzisiaj, ale jest to możliwe dlatego, że u podstaw jego działań, myślenia i realizacji, leży doświadczenie cielesności, w którym odbija się przeżywanie czasu i przestrzeni. „Ważne jest tu nie komponowanie rzeczywistości w sensie stosunków, lecz znalezienie formy działającej na wszystkie zmysły człowieka, takie jak: świadomość, słuch, wzrok, dotyk." 4) Tak zanotował swoje przemyślenia Kamoji w 1969 roku. W latach 1999-2001 Kamoji pracował nad cyklem „Małe bóle", te prace są przede wszystkim o bólu empatii, o tym jak uczestniczymy w cudzym cierpieniu. I tu również Kamoji nie podporządkowuje się podziałom gatunkowym w sztuce. Na sklejce, czasami oklejonej płótnem, pomalowanej na biało, umieszcza pionki do gry go, przykleja kawałki sklejki, zaznacza punkty, rysuje ołówkiem linie, przypina pineski. I nadaje tytuły obrazom, które stają się istotnym elementem kompozycji. Na jednej z prac pojawia się tekst: Miejsce popełnienia samobójstwa S. Sasaki po zażyciu tabletek nasennych pragnienie zmusiło go do przeczołgania się na brzeg mórz gdzie zmarł. Czerwona linia, kamień, kawałek metalowego pręta - historia życia i tragicznej śmierci przyjaciela ze studiów w Tokio, który też bardzo chciał być artystą.

Obecnie trwa wystawa retrospektywna artysty w Magdeburgu (2013). Należy zauważyć, że w przypadku sztuki Kojiego Kamojiego trudno mówić o wystawie restrospektywnej. Artysta sięgnął do idei prac i ich materii, by zakotwiczyć je w nowej przestrzeni. Najmniej „retrospektywne" są prace, które dają największe szanse widzom dotrzeć do twórczości Kamojiego. W zaanektowanym na potrzeby muzeum klasztorze stworzył swój „ogród zenowski", przedstawił prawdę o swojej drodze artystycznej, prowadząc nas do swoich prac.

Marzymy, przynajmniej niektórzy, za wydostaniem się ze świata pozoru, świata konsumpcji budującego fałszywe hierarchie, świata artefaktu generowanego przez wszechobecną reklamę i promocję.

Marzenia Kamojiego wzmocniła jego sytuacja emigranta, osoby szczególnie uczulonej na ustalenie znaczenia i sensu, słów i działań.

Sprawa codzienności, przeżywanie chwil, kolejnych dni, potoczności, to jest namowa do zawieszenia oczekiwania na coś niezwykłego, niezwykłe jest to, że jesteśmy, że czasami zdarza nam się szczególne, wyjątkowe doświadczenie własnego istnienia i to jest właśnie sztuka.


1)
Wiesław Borowski, Koji Kamoji. Chwile. Centrum Sztuki Studio. Warszawa 1985
2) Janina Ładnowska, Koji Kamoji - Wędrowiec,[w:] Koji Kamoji. Centrum Sztuki Współczesnej, Zamek Ujazdowski. Warszawa 1997.
3) Galeria Biblioteka, Legionowo 1992.
4) Notatka artysty przekazana autorowi tekstu.


Koji Kamoji

Urodził się w 1935 roku w Tokio. Studiował na tokijskiej Akademii Sztuk Pięknych "Musashino", po przyjeździe do Polski w 1959 roku w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od 1965 roku artysta aktywnie uczestniczy w życiu artystycznym reprezentując polską sztukę współczesną na licznych wystawach w kraju i zagranicą. Jego dzieła znajdują się w kolekcjach muzealnych oraz w zbiorach prywatnych. Artysta mieszka i pracuje w Warszawie.

cover