Nr 1 (93) 2013
styczeń - marzec
INTERPRETACJE

Antidotum na człekowstręt

Wspólna wystawa Bańdy i Jankowskiego jest przekazem wizji świata prowadzącym do zatarcia granicy między życiem a śmiercią, ekstazą a sadyzmem, w którym ciało ludzkie poddawane anatomicznej eksploracji przybiera formę hybrydalnego tworu.

Malwina Domagała

Historyk sztuki, krytyk, doktorantka na Uniwersytecie KSW w Warszawie. Publikuje teksty o sztuce współczesnej.

Malwina Domagała

ARTYŚCI UWIKŁANI W KONFLIKT RELACJI MIĘDZYLUDZKICH, w poczuciu defetyzmu, swoje wszystkie doświadczenia trudnych wydarzeń, przeżyć, przemyśleń i emocji, całą skomplikowaną materię świata skumulowali w symbolicznym „Suple". Powstaje zatem pytanie, w jaki sposób rozwiązać tkwiące w nim problemy. Siłowo czy intelektualnie? Kwestia rozsupłania mitycznego Węzła Gordyjskiego zaistniała już przed wiekami - „Aleksander, nie mogąc sprostać zadaniu, unicestwił problem mieczem". Ale go nie rozwiązał: „Węzeł gordyjski przestał istnieć jako przedmiot realny, lecz istnieje nadal i to uparcie jako przedmiot naszej wyobraźni, jako zagadnienie poznawcze. Niepodobna wymazać go z pamięci ani także wykluczyć, że w samym środku tego zmaltretowanego przez zdobywcę splotu tkwił jakiś ważny zapis, przestroga, mądrość, modlitwa, nadzieja czy choćby model starej kosmologii1)".

Bańda i Jankowski na drodze refleksji intelektualnej rozsupłanie trudnych kwestii przełożyli na język plastyczny. Nawiązując do postawy surrealistów, pragnących przeniknąć głęboko w sfery ludzkiej psychiki, postulujących swobodę wyboru człowieka pomiędzy dobrem a złem, porządkiem a chaosem, wyzwolili wyobraźnię z wszelkich ograniczeń i cenzury. Cykl prac Michała Jankowskiego Parszywa dwunastka stanowi wizualną odpowiedź, reakcję wobec doświadczeń wynikających ze skomplikowanych relacji międzyludzkich: „Wyżywam się, popełniam złe uczynki, niszczę i opluwam, nie w rzeczywistości, ale na papierze. Optymistycznie nie będzie, Parszywa dwunastka to człekowstręt". Dla artysty praca twórcza stanowi rodzaj antidotum na wydarzenia 2012 roku. Podstawowym materiałem twórczym stały się wycięte czarno-białe fotografie, przeważnie pozyskane ze starych książek i albumów, które oderwane od pierwotnego kontekstu i zestawione na zasadzie kolażu na szarym, papierowym podłożu tworzą nowe układy kompozycyjne.

Artysta w swoich pracach intensyfikuje brzydotę, natrętność zwykłych przedmiotów, którym odbiera pospolitą zwyczajność nadając im nowe znaczenia. Pokazuje ludzkie ciała, ale nie zadowala się eksponowaniem nagiej fizjologii. Eksperymentuje, fragmentaryzuje, rozczłonkowuje części ciał, wplata w ich budowę różne obiekty, wprowadza figury geometryczne - trójkąty, oznacza cyframi, tworzy różnorodne, biologiczne formy-twory, z których wnętrza, na przykład, wydostają się robaki. Prowadzi do zatarcia granic między ciałem ludzkim a tym, co nim nie jest. Pokazuje obraz świata, w którym niezwykle intensywne przeżycia, doznania seksualne silnie oddziałują, atakują współczesnego człowieka. Historyk sztuki Jean Clair przywołuje Parmenidesa Platona, w którym odnajduje ponadczasowe refleksje: „[...] Platon mówi nie tylko o owłosieniu, przed którym wzdragamy się odruchowo. Mówi również o brudzie, błocie, zbrukaniu, nieczystościach, odpadkach, śmieciach, o całej tej kategorii, którą współczesna pornografia - w literaturze, kinie czy po prostu w sex-shopach naszych miast - tak trafnie umieszcza w dziale hard crad. Wszystko to pcha człowieka na czarny brzeg rozkładu, zgnilizny, mrowiącego się robactwa2)".

Basia Bańda zaprezentowała prace z cyklu Recykling zrealizowanych techniką kolażu, w których wykorzystała fragmenty przedstawiające motywy zwierzęco-roślinne, wycięte z własnych, dawnych obrazów utrzymanych w charakterystycznych dla artystki subtelnie zróżnicowanych tonacjach barwnych. Ten wykreowany świat flory i fauny uzupełnia graficznymi, zaznaczonymi czarnym konturem, okaleczonymi, ułomnymi sylwetami kobiet i mężczyzn. Ludzie zostali zredukowani do anonimowych, żywych organizmów, ale balansujących na granicy życia i śmierci, której symbolem staje się kaptur ofiary skrywający głowę lub całun spowijający twarz.

Podejmując próbę odczytania, rozsupłania znaczenia prac artystów, widz wkracza w zawiły labirynt zapętlonych ze sobą motywów, tworzących skomplikowane metafory plastyczne, ukrywające dramat ludzkiej egzystencji.

1) Z. Herbert, Węzeł Gordyjski, Warszawa 2001, s. 78-79.
2) J. Clair, De Immundo, Gdańsk 2007, s. 11-12.

Basia Bańda, Michał Jankowski, „Supeł", Galeria Format, Warszawa, listopad 2012 - styczeń 2013.

cover