Nr 1 (89) 2012
styczeń - marzec
INTERPRETACJE

Laminatka

tekst: Eulalia Domanowska, Piotr Zalewski

W galerii XX1 w Warszawie została otwarta niezwykła wystawa malarstwa i działań Igora Przybylskiego. Niecodzienne są prace samego artysty, jak i obiekt, jakiemu autor poświęcił spory fragment swojego życia.

Eulalia Domanowska

Ur. 1960. Historyk sztuki, krytyk, kurator. Publikuje teksty o sztuce współczesnej.

Eulalia Domanowska

TYTUŁ WYSTAWY ,,LAMINATKA'' BRZMIAŁ dla większości z licznie przybyłych na wernisaż gości dość obco i właściwie niewiele mówił. Wtajemniczeni wiedzieli, że w slangu branżowym nazwa ta dotyczy.... czechosłowackiej lokomotywy serii 230/240 produkcji zakładów SKODA z roku 1964. Powstała w wyniku problemów konstruktorów z utrzymaniem dopuszczalnej masy lokomotywy, którzy zwrócili się w związku z tym do słynnego czechosłowackiego designera Otokara Dibilika (twórcy koncepcji projektów plastycznych Skody 706 RTO - protoplasty naszego Jelcza ogórka i samolotu Morawa) z propozycją opracowania koncepcji nadwozia lokomotywy, wykonanego z kompozytu włókien szklanych nasyconych żywicami - popularnie zwanego laminatem. Nadwozie zaprojektowane w ten sposób nie miało ograniczeń formalnych wynikających ze stosowania grubych blach, co w konsekwencji pozwoliło na stworzenie zupełnie niespotykanych w latach 60. kształtów. Niecodzienna forma i nieprzemijające piękno tak zafascynowało artystę, że wykonał wspaniałą dokumentację filmową i fotograficzną codziennego ,,życia'' tego blisko pięćdziesięcioletniego wytworu czechosłowackiego przemysłu kolejowego. Zgromadzenie przez absolwenta (z roku 2002), wykładowcę i doktoranta warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych blisko 90% fotografii populacji eksploatowanych dotąd pojazdów jest wyczynem.

Trwałość lakierów na laminatach jest o wiele dłuższa niż na korodującej szybko stali. Toteż przemalowywanie lokomotyw ze względów konserwacyjnych występowało dość rzadko. Ich obecna różnorodność wywodzi się z faktu rozpadu państwa Czechosłowacja, co spowodowało przekazanie poszczególnych egzemplarzy do kolei Czech i Słowacji, skutkujące w naturalny sposób ich ,,redesignem".

To właśnie zafascynowało artystę. Na obrazach oglądamy fragmenty lokomotyw, które stały się głównym bohaterem malarstwa Igora Przybylskiego - artysty „pozytywnie zakręconego", którego od dawna fascynuje poetyka kolei, techniki i podróży. Od co najmniej 10 lat kolekcjonuje różne obiekty, ich specyfikacje, dokumentuje środki komunikacji. W Galerii XX1 ukazał elementy wizjonerskiego dzieła Dibilika produkowanego w latach 1964-1970. Prace malarskie dopełniały fotografie i film video prezentujące laminatki w trakcie pełnienia codziennej służby. Projekt ukazywał wspaniałą koncepcją designerską, niezwykle nowatorską w czasach swojego powstania, która doskonale sprawdza się do dzisiaj. Dowiódł również, że nawet przebudowy dokonywane przez różnych przewoźników, a także zmiany w malowaniu nie skaziły piękna pierwotnej koncepcji pionierskiego technologicznie nadwozia, które mimo upływu lat jest ciągle jednym z najlepszych dokonań w dziedzinie designe'u lokomotyw w Europie. A zajmują się nimi biura projektowe tak znanych firm, jak włoska Pininfarina czy niemieckie Porsche.

Igor Przybylski pokazuje na obrazach detale, takie jak reflektory, okna, kraty wlotu powietrza, elementy kokpitu wraz z elementami sterowania, jak też napisy i symbole. Znawcy rozpoznają na nich fragmenty swoich ulubionych maszyn. Kilku miłośników kolei przybyło na otwarcie wystawy, gdzie z łatwością identyfikowali motywy techniczne w obrazach, z przejęciem dyskutowali o właściwościach lokomotyw i doceniali ich artystyczne przedstawienie zaproponowane przez autora. Laicy widzieli zaś raczej prawie abstrakcyjne obrazy, z dużą kulturą plastyczną skomponowane układy form i kolorów. Niektóre obrazy można uznać za malarstwo konkretne. Inne za zbliżone do nowej figuracji. Igor Przybylski jawi się nam jako artysta swobodnie operujący różnymi malarskimi konwencjami, poetykami i środkami, a jednocześnie jako pasjonat fragmentu ery industrialnej, której jest znakomitym dokumentalistą.

Projekt „Laminatka" przygotowywał przez dwa lata, jeżdżąc po słowackich i czeskich stacjach kolejowych, dokumentując maszyny i przywołując „kolejową rzeczywistość Czechosłowacji". Tego rodzaju projekty powinny trafić także do Muzeum Kolejnictwa w Warszawie, które jednakże nie jest zainteresowane ani aktywnością Igora Przybylskiego, ani wiedzą i kolekcjami pasjonatów kolei żelaznych. A szkoda, bo przydałaby by mu się zarówno wiedza pasjonatów kolejnictwa, jak i świetne obrazy warszawskiego malarza.

Igor Przybylski, „Laminatka", Galeria XX1, Warszawa, styczeń 2012.

 

cover