Nr 4 (88) 2011
październik - grudzień
OPINIE

Wszyscy jesteśmy lalkami

Najnowsze prace Sylwestra Ambroziaka pokazane mijającego lata, przedstawiają postaci o cechach typowych dla figur wykonywanych przez artystę w różnych materiałach i wielkości, prezentowanych od połowy lat 80. w Polsce i zagranicą.

Michał Haake

Historyk sztuki, pracuje w UAM w Poznaniu.

Michał Haake

CZŁEKOKSZTAŁTNOŚĆ TYCH POSTACI jest powodem nieuchronnego odnoszenia ich przez widza do ludzkiej, własnej cielesności, począwszy od porównywania wymiarów, po rozpoznanie podobieństw i różnic w budowie, muskulaturze itp. Nie przedstawiają one ludzi, ale też nie wyobrażają zwierząt, kosmitów czy kogokolwiek znanego skądinąd. Niedefiniowalność i niesamoistność ambroziakowych figur, ich immanentne odnoszenie się do nas, czyni z nich lustra, w których przeglądamy się. Inność postaci w stosunku do nas może być zatem czytana jako nasze przeobrażenie, nie ich, lecz nasza deformacja.

W pracy „Laleczki" różnica między oglądającym a postaciami jest spotęgowana. Po pierwsze, ze względu na wielkość potężnych figur (ich ramiona sytuują się powyżej dwóch metrów), górujących nad widzem ogromnymi głowami, a po drugie, dlatego, że pozy ich cechuje dojmująca sztywność, nieobecna we wcześniejszych realizacjach artysty. Dotychczas jego stwory wykonywały rozmaite gesty: maszerowały, kuliły się, brały na barana, tańczyły itp. W tym wypadku postaci, dwie „męskie" i dwie „kobiece", jedynie stoją na wyprostowanych nogach, a przy tym w rozkroku, z rękoma opuszczonymi wzdłuż tułowia i jednocześnie lekko albo wysuniętymi, albo odchylonymi do tyłu. Wielkość figur i ich spojrzenie skierowane przed siebie i ponad widzem wyklucza wejście w jakąkolwiek z nim relację poza „staniem obok". Ogromny rozmiar ciał i głów nie czyni z nich zagrażających człowiekowi monstrów, od których roi się tak w mitach, jak kulturze popularnej, od cyklopa począwszy, a na popularnym w XIX stuleciu motywie goryla porywającego kobietę, pierwowzorze King Konga, skończywszy. Brak jest też więzi między postaciami. Nie tworzą one par. Na wystawie w Bydgoszczy jedna z figur męskich jest odwrócona od pozostałych postaci. Natomiast figury „kobiece", choć zwrócone do siebie, dzieli zbyt duży dystans na to, by był on nośnikiem jakiejś wzajemności.

Nieznana mi z wcześniejszych dokonań Ambroziaka czerwień i róż figur nie stanowią czynnika estetyzującego - przeciwnie, składają się na ich osobliwą, swoistą, tu po raz pierwszy dochodzącą do głosu wymowę dzieła. Współtworzą jej jednoznaczność. Udział w tym mają także pozbawione palców dłonie postaci i ich otwarte, czy też uformowane w okrągły otwór usta. Większość wcześniej wykonywanych figur Ambroziaka również nie ma palców u rąk. Jednak czynione przez nie wyraziste gesty obejmowania, wskazywania, podtrzymywania czy nawet bezradnego zwieszenia rąk brak ten usprawiedliwiają. Brak ów pozwala skupić uwagę na samych gestach i czyni je bardziej esencjonalnymi. W tym wypadku nieobecność palców jest znacząca. Czyni ręce bezużytecznymi, określa jako nieprzeznaczone do działania. Jednak ręce nie są bezwładne ani zwieszone. Ich lekkie wysunięcie konotuje gotowość na bycie pochwyconymi, z kolei cofnięcie - ustępliwość. Jedno i drugie wyklucza obawy przed przeszkadzaniem z ich strony. Ta dyspozycyjność i ustępliwość czynią całe figury - mimo ich wielkości - niejako podatnymi na użycie niczym nieożywione przedmioty.

Otwarte usta nie wydają żadnego krzyku. Są na to zbyt małe. Wydatne, jakby zwinięte w trąbkę, prezentują się raczej w gotowości na pochwycenie czegoś. Sztywność pozy, rozstawione nogi, dyspozycyjność, czerwień i usta otwierane bez wydawania głosu - wszystko to czyni dla mnie skojarzenie z sex lalką nieodpartym, choć niejedynym. Pozwala widzieć postaci jako przeobrażające się w twór lalkopodobny, a zarazem ciągle mający z widzem, z nami coś wspólnego. Pozwala nam, jako tym, których też „to" dotyczy, dojrzeć analogiczność naszego położenia, rozpoznać własną kondycję. Trudno o bardziej dobitne od tego, jakie zawiera dzieło Ambroziaka, wskazanie na rosnące uprzedmiotowienie i instrumentalizację w relacjach międzyludzkich. Ma ono w sobie tę siłę dlatego, że wynika z doświadczenia dokonującego się w naszych zmysłach i cielesności, z tego, że jest czymś z gruntu różnym od - jakże dziś częstego nie tylko na uniwersytetach, lecz także w artystycznej praktyce - mędrkowania z pomocą dyżurnych autorytetów.

Sylwester Ambroziak, „Szklane paciorki", Galeria Miejska BWA, Bydgoszcz, lipiec-wrzesień 2011.

 

cover