Nr 4 (88) 2011
październik - grudzień
INTERPRETACJE

Portrety animowane

Na dużym ekranie pojawiają się jacyś ludzie, uśmiechają się do nas, coś robią, stroją miny, czasem coś mówią, choć nie możemy ich usłyszeć. Orientujemy się po chwili, że część z nich znamy, to artyści, poeci, aktorzy i inni.

Eulalia Domanowska

Ur. 1960. Historyk sztuki, krytyk, kurator. Publikuje teksty o sztuce współczesnej.

Eulalia Domanowska

POJAWIAJĄ SIĘ POJEDYNCZO W CENTRUM OBRAZU, coś prezentują, starają się opowiedzieć nam jakąś historię, odegrać jakąś scenkę. Próbujemy czytać z ich gestów, ruchów i towarzyszących im akcesoriów. Jednak film jest niemy, podobnie jak pierwsze produkcje filmowe. Mamy wrażenie, że przenieśliśmy się do przeszłości, do epoki Bustera Keatona czy Charlie Chaplina. Kolejny ekran - dziewczyna w czerwonej sukience tańczy w jakimś pokoju. Obraz jest niewyraźny, wszystko osnute lekką impresjonistyczną mgiełką. Powtarzane rytmicznie ruchy tancerki działają hipnotycznie. Te dwie prace Ignacego Skwarcana tak naprawdę nie są filmami, lecz animowanymi fotografiami, które dzięki odpowiednim zabiegom prezentują się jako wytwór dziesiątej muzy.

Na granicy fotografii i sztuki video usytuowana jest też jego praca dyplomowa powstała na Wydziale Komunikacji Medialnej Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Składa się na nią zestaw miniaturowych autoportretów. Na każdym ekraniku pojawia się postać artysty, który ma jakiś atrybut. Prezentuje widzowi ważne dla niego przedmioty - komputer, aparat fotograficzny, elementy natury, telefon itd. Stoi nieruchomo, jak „człowiek z kamienną twarzą"1). Animowane przyspieszone ruchy, zmieniająca się, nieco rozwichrzona bądź uładzona fryzura, sprawiają komiczne wrażenie jak w slapstickowym kinie. Artysta wykorzystał multimedia, aby z przymrużeniem oka opowiedzieć trochę o sobie. Jednak nie odsłania wszystkich kart. Co prawda autor nie waha się być nieco śmiesznym, ale nie pokazuje nam zbyt wiele - tylko tyle, ile sam chce. Zestaw min, fotografowane szerokokątnym obiektywem zdeformowane twarze znajomych i przyjaciół przypominają eksperymenty fotograficzne Witkacego. Ignacy ma tendencje do kpiarskiego spojrzenia z dystansu. Zajmuje się fotografią, filmem video, animacjami, ale także instalacją artystyczną i akcjami. Operuje nowoczesnymi sposobami i środkami przekazu, aby zasiać nieco wątpliwości, co do konwencji i prawd, jakimi się posługujemy.

Multimedialna wystawa „Portrety" pokazywana pod koniec lata w warszawskiej Galerii XX1 prezentowała animacje i fotografie wykonane przez młodego artystę w ciągu ostatnich kilku lat. Ignacy Skwarcan studiował najpierw w Warszawskiej Szkole Fotografii, a potem na ASP w Poznaniu, kontynuując swoje poszukiwania. Jak mówi Eliza Nadulska, kuratorka wystawy, porusza się on na granicy: fotografii i filmu, abstrakcji i świata przedmiotowego, humoru i poezji. Autor, będąc jeszcze studentem, już cztery lata temu pokazał w Kuchni2) interesującą, voyerystyczną wystawę „Ukryte Miejsca", która zapowiadała cykl fotografii pokazywanych nam ostatnio. Poprzednio zbudował miniaturowe scenki rodzajowe, które umieścił w małych czarnych pudełkach przypominających przyrząd camera obscura lub stare aparaty fotograficzne. Pudełka, zawieszone na wysokości naszych oczu, miały niewielkie otwory, które pozwalały na podglądanie tego, co dzieje się we wnętrzu. „Ukryte miejsca" przypomniały mi jedną z ostatnich prac Marcela Duchampa, który, po ogłoszeniu końca swojej twórczości, w tajemnicy budował instalację, możliwą do oglądania przez niewielki otwór. Do nowej prezentacji Ignacy Skwarcan również użył miniaturowych figurek i przedmiotów z modelarskich sklepów, które sfotografował z bardzo bliskiej odległości, co sprawiło, że tylko część przedmiotów pozostawała wyraźnie widoczna. Fotografie jawią się nam jako na poły abstrakcyjne tajemnicze obrazy, gdzie artysta bawi się skalą przedmiotów, prowadzi grę z percepcją widza, który jest w stanie prawie uwierzyć, że pokazana na jednym ze zdjęć ryba jest tak duża, jak znajdujący się obok niej człowiek.

Za pomocą obiektywu i zmiany skali artysta zaaranżował wizyjny, nieco surrealistyczny świat. Ignacy Skwarcan prezentuje nam fragmenty rzeczywistości, która uległa metamorfozie. Jednakowoż są to tylko strzępki informacji, z których mamy sobie złożyć cały obraz. Zarówno fotografie, jak i animacje, pokazują nam tylko jakieś wybrane przez artystę chwile i obrazy, impresje, nieustannie przekraczające granicę między uchwytnym a nieuchwytnym.

1)Tym mianem określano Bustera Keatona.

2)Mniejsza sala Galerii Rzeźby przeznaczona na debiuty młodych artystów.

Ignacy Skwarcan, „Portrety", Galeria XX1, Warszawa, sierpień-wrzesień 2011.

 

cover