Nr 3 (87) 2011
lipiec - wrzesień
PREZENTACJE

PIOTR C. KOWALSKI

Negocjacje natury z malarstwem

Piotr C. Kowalski wypowiedzianymi kiedyś słowami: „Maluję wszędzie, wszystkim i na wszystkim, bez żadnych zahamowań" zadeklarował otwartość wobec granic malarstwa i porządkujących go terminów. W latach 80. namalował pierwsze obrazy bez użycia farb i pędzla. Ten radykalny gest był wykroczeniem poza ramy malarstwa na dwa sposoby. Po pierwsze, było to przekroczenie reguł powtarzających się często w definicjach malarstwa, które dotyczą narzędzi malarskich: użycia farb czy sposobu przygotowania malarskiego podłoża. Po drugie, decyzja ta pozwoliła Piotrowi C. Kowalskiemu oprzeć malarstwo na dwóch, pozornie przeciwstawnych pojęciach: konceptu i konkretu.

Karolina Jabłońska

Historyk sztuki, krytyk, niezależny kurator. Mieszka i pracuje w Łodzi.

Karolina Jabłońska

MOŻNA POWIEDZIEĆ, ŻE W TWÓRCZOŚCI PIOTRA C. KOWALSKIEGO od dwudziestu lat dominuje malarstwo plenerowe. Artysta maluje naturę, wykorzystując ją zarówno jako temat, jak i narzędzie. Z tego powodu bardzo ważne jest miejsce - otoczenie, w którym powstaje obraz. Na pewien czas - niekiedy kilka minut, innym razem kilka miesięcy, przejmuje ono rolę pracowni artysty. Obraz w tym czasie staje się częścią pejzażu, podlegając wszystkim działaniom natury. Ale także z tego miejsca, gdzie powstaje obraz, artysta czerpie „narzędzia" malarskie. Rezygnuje z pędzla i barwników syntetycznych (farb), malując naturą. Z czasem artysta nie naśladuje kształtów zaobserwowanych w przyrodzie, nie próbuje łudzić oka - wręcz przeciwnie, wykorzystuje elementy natury: owoce, kwiaty, warzywa, pestki, gałęzie. Malując nimi - nakładając je bezpośrednio na płótno, czyni swoje obrazy miejscem spotkania natury i malarstwa. Jednocześnie podejmuje dialog z wieloma pojęciami i terminami używanymi w sztuce.

                Jednym z nich jest realizm. W pewnym sensie artysta jest malarzem realistycznym, ponieważ znalazł sposób, aby w malarstwie nie tylko przedstawić, ale - co jest dużo trudniejsze - pokazać procesy, które zachodzą w naturze. Wykorzystywane przez niego fragmenty natury, mimo tego, że przeniesione zostają na płótno, podlegają takim samym zmianom, jak w swoim pierwotnym otoczeniu. Zmiana miejsca - z naturalnego na artystyczne - nie zakłóca tych procesów, które trwają także po namalowaniu obrazu. „Obrazy smaczne", malowane owocami, w miarę upływu czasu zmieniają swój kolor, tak jak wykorzystywane owoce. Czasem także zawierają fragmenty tych owoców, co sprawia, że prace te zyskują bardzo konkretny, materialny charakter. Są obrazami natury, a jednocześnie zawierają w sobie naturę, są naturą. Jednym z radykalniejszych przykładów jest obraz powstały w ciągu kilku tygodni „Trzy dynie - obraz zgniły". Artysta wykorzystał w nim dynie, które pozostawił na płótnie tak długo aż zgniły. Rozpad jest także procesem naturalnym - w naturze wymaga czasu, jest powolny, często zauważalny dopiero kiedy zestawimy ze sobą dwa odległe w czasie widoki tego samego przedmiotu. Zbliżając naturę i sztukę w swym malarstwie, Piotr C. Kowalski zakłada zmianę, a także rozpad swoich prac, ale zgodnie z rytmem natury, bez pośpiechu, niezauważalnie.

                Wykorzystywanie natury w sposób konkretny, naturalnie (!) spowodowało wprowadzenie elementu przypadku do twórczości artysty. To, jak zachowa się natura, „zaproszona" przez artystę na płótno (bo często maluje naturę, pozwalając jej zostawiać swój ślad) jest nieprzewidywalne. W „Obrazach smacznych w kole", powstałych latem 2010 r., artysta pozostawił pod drzewami wiśni dość duże blejtramy, pozwalając spadającym wiśniom przez lato „malować" wiśniowe obrazy. Wybrał miejsce, wielkość i kształt płótna - te elementy były pod kontrolą. Resztę pozostawił naturze. Jest jeszcze jeden ważny element, nad którym w pewnym stopniu panuje artysta - czas malowania. To artysta decyduje, kiedy płótno powinno przestać być częścią pejzażu. Jednak procesy na obrazie nadal zachodzą, a natura pozostaje na nich w pewien sposób autonomiczna. Nie poddaje się żadnym regułom i ramom (nawet ramom blejtramu), poza prawem natury. W niektórych „Obrazach smacznych" Kowalski wyciskał owoce w geometrycznym porządku - układał kompozycje z jagód, wiśni, śliwek, co równoważyło „naturalnie" ściekający sok, zmianę koloru owoców, niepowtarzalność każdej „wyciśniętej" formy. Połączenie geometrii z przypadkiem, reguły z naturalną swobodą dobrze obrazuje dialog między naturą i malarstwem. Właściwie jest to raczej rodzaj niekończących się negocjacji, w których rytm natury nie poddaje się rytmowi sztuki, a sztuka nie ustępuje miejsca naturze. Ten rodzaj ścierania się natury ze sztuką odbywa się na obrazach Kowalskiego, podczas gdy postawę artysty można określić jako prowadzenie dialogu z naturą, opartego na partnerstwie.

                Piotr C. Kowalski - malarz ma w sobie tyle pewności siebie jako artysta i świadomości istoty malarstwa, że nie boi się pozostawić swoich płócien w trakcie malowania poza swoją kontrolą. Jednym razem starannie wybiera miejsce, zwracając uwagę na takie elementy jak światło, dobiera kształt i wielkość płótna, przygotowuje podłoże, innym razem zaś rodzaj podłoża ma charakter przypadkowy, bowiem artysta wykorzystuje również to, co akurat znajduje się w jego otoczeniu. Potem bardzo często pozwala na przygotowanym przez siebie płótnie (choć nie zawsze jest to płótno) działać naturze. Traci w ten sposób kontrolę zarówno nad kompozycją, jak i nad końcowymi efektami, ale uzyskuje prawdziwy obraz natury - jej swoisty autoportret. „Obrazy mroźne", które tworzą wspólnie z Joanną Janiak, wystawiane są na działanie mrozu. Bardzo niska temperatura, działając na powierzchnię obrazu, pozostawia swój ślad w postaci wzorów przypominających kwiaty, podobnych do tych, które pozostawia mróz na szybach w czasie bardzo srogich zim. „Obrazy przejściowe" i „Obrazy przejezdne" powstają w ruchliwych miejscach, są najczęściej pejzażami miejskimi, czasem wielkomiejskimi. Na rozłożonych płótnach pozostawionych przez Piotra C. Kowalskiego w przestrzeni publicznej, przechodnie „malują" pejzaż miasta, przechodząc po nich i odciskają ślad, nanosząc miejski kurz. W tym przypadku artysta już nie angażuje do wykonania obrazu natury, lecz innych ludzi. Sposób powstawania obrazu podporządkowuje rytmowi i dynamice miejsca, w którym ten powstaje. Udział przechodniów, mieszkańców jest także uzasadniony - to oni są elementami miejskiego krajobrazu, jego nierozłączną częścią. Kowalski pozwala czasem nawet na to, by obrazy z tego cyklu wykonywały inne osoby - w tym przypadku nie on rozkłada płótno na ulicy, jednak wciąż pozostaje jego autorem. A co ciekawe, nie ma żadnej różnicy miedzy obrazami realizowanymi przez innych, a tymi, które wykonuje Piotr C. Kowalski.

                Wykorzystywanie natury jako tworzywa w malarstwie i dosłowne wprowadzanie na płaszczyznę obrazu liści, owoców, warzyw, kwiatów i innych jej elementów powoduje, że powstałe obrazy pozostają w ciągłym procesie. Mimo tego, że gotowe, zakończone przez malarza, wciąż ulegają nieznacznym zmianom - owoce zmieniają swoją barwę, liście stają się coraz bardziej suche. Wszystkie wykorzystywane elementy, przeniesione z otoczenia, w którym powstawał obraz, ulegają na obrazie takim samym procesom, jakim podlegają w naturze. Po raz kolejny można mówić o autonomii, którą zachowuje natura, zaproszona przez Kowalskiego do jego malarstwa.

                Przekraczając granice tradycyjnie definiowanego malarstwa, artysta pozwala jednocześnie wkroczyć w granice malarstwa naturze. Pozwala jej nawet malować. Wydaje się, że rozszerzanie malarstwa o elementy innych dziedzin sztuki, wychodzenie poza ramy blejtramu, wkraczanie w przestrzeń - to jedna z ciekawszych dróg współczesnego malarstwa. Jednak koncepcja rozszerzenia malarstwa na naturę, przy jednoczesnym, dosłownym wprowadzeniu natury w obraz, jest szczególnie radykalna i odważna. Jest jednocześnie trafna. Obrazy Piotra C. Kowalskiego, malowane bez użycia farby (choć często o bardzo wyszukanej kolorystyce) i przy użyciu oszczędnych środków, mają w sobie jednocześnie siłę sztuki i natury.

                Relacja z naturą to jeden z wątków sztuki artysty. Z podobną swobodą przekracza zwyczaj jednoznacznie sygnowanego autorstwa, wchodząc z zapraszanymi artystami w relacje w taki sposób, że powstaje sztuka o rozproszonym autorstwie, z zachowaniem każdorazowo ich indywidualności.


Piotr C.
Kowalski

Urodzony w 1951 roku w Mieszkowie, koło Jarocina. Studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Dyplom z malarstwa w 1978  roku, w pracowni prof. Stanisława Teisseyre'a. W latach 1993-1999 Dziekan Wydziału Edukacji Artystycznej ASP w Poznaniu. Od 2000 roku prowadzi studencką Galerię „Na Polskiej" w Poznaniu. Założyciel, a w latach 2003-2005 kurator pierwszych prezentacji z cyklu „Kolekcje ASP". W 2005 roku był kierownikiem Katedry Malarstwa na Wydziale Malarstwa ASP w Poznaniu. Obecnie profesor zwyczajny, prowadzi pracownie malarstwa na Wydziale Malarstwa w Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu oraz w Akademii Sztuki w Szczecinie w Katedrze Nowych Mediów. Mieszka w Poznaniu i w Nienawiszczu. Autor cykli obrazów realizowanych bezpośrednio w naturze między innymi:

- obrazów smacznych i niesmacznych
- obrazów przejściowych, przejezdnych i przelotnych
- obrazów granicznych, przygranicznych i zagranicznych
- obrazów grzecznych i grzesznych, czyli niegrzecznych
- obrazów malowanych w pełnym słońcu, w cieniu, bez cienia oraz bez cienia wątpliwości
- obrazów zimnych, malowanych zimą i gorących, malowanych latem, ale nie letnich
- obrazów skończonych i nieskończonych
- obrazów malowanych w schroniskach, na szlaku i takich, które szlag by trafił
- obrazów malowanych bez ram, w ramach i w ramach przyjaźni
- obrazów malowanych na sztaludze, pod sztalugą, obok sztalugi i bez sztalugi
- obrazów malowanych na wysokim i na niskim poziomie (Giewont i kopalnia miedzi Lubin)
-  obrazów malowanych na ogniu i obrazów malowanych na gazie, co prawda niewielkim, ale jednak
- obrazów malowanych na drzewie, z drzewa i pod drzewem
- obrazów malowanych szybko, wolno i takich, których zdawać by się mogło, że nie wolno ich malować
- obrazów malowanych w Poznaniu i nie do poznania

Obrazy te malowane są od około trzydziestu lat - początkowo realizowane były tylko farbami, ale z czasem również owocami, kurzem, brudem, dymem, i tym wszystkim, co mogło pozostawić na nich ślad. Od kilku lat realizuje i wystawia wspólnie z Joanną Janiak dwa cykle prac: Obrazy mroźne oraz Megabajty malowania.

cover