Nr 2 (82) 2010
kwiecień - czerwiec
OPINIE

„10-0”

Twórczość malarska Macieja Kozłowskiego stanowi zamknięte całości. Artysta realizuje cykle prac, które już w swoim zamyśle przyjmują formę pełnej, skończonej wypowiedzi. To ułatwia rozważania nad znacznym już, jak na tak młodego autora, dorobkiem.

Agnieszka Gniotek

Historyk i krytyk sztuki, publikuje w czasopismach Format, Opcje, Private Banking i Arteon. Specjalizuje się w problematyce sztuki najnowszej, fotografii i kolekcjonerstwie.

Agnieszka Gniotek

NAJNOWSZA SERIA JEGO OBRAZÓW zatytułowana „10-0", eksponowana w warszawskiej Farbiarni, to debiutancki pokaz tego cyklu. Znalazły się w niej prace operujące nieco innymi, niż do tej pory znane z obrazów Kozłowskiego, środkami stylistycznymi, lecz w warstwie narracyjnej dotykające tych samych tematów, interesujących malarza od początku jego drogi twórczej. Najogólniej mówiąc, jest to poetyka ulicy wielkiego miasta i atakujących zewsząd massmediów. Przeżarta reklamą, brutalnymi obrazami świetnie sprzedających się „newsów" na temat wojen i katastrof, używana z pełną świadomością polityczno społecznej presji reżimów i pozornie demokratycznego terroryzmu konsumpcyjnego. To odzwierciedlenie późno-kapitalistycznego stylu życia w społeczeństwie informacyjnym.

Kozłowski sytuuje się na marginesie tych zjawisk. Obserwuje je i komentuje. Nie jest to jednak chłodna diagnostyka, a raczej postawa, przynajmniej estetycznie, silnie zaangażowana. Poprzednie cykle artysty operowały czystym kolorem, płaską plamą barwną, wyrazistym konturem i tekstem wpisanym w przestrzeń obrazu, będącym i tytułem, i komentarzem - z założenia najprostszą etykietą. Opisywały społeczność młodzieżowo-blokowiskową, aintelektualną, anonsującą kryminogenne skłonności. Stylistycznie była to jakaś forma pop-banalizmu, w wydaniu oryginalnym, aczkolwiek jednak pokoleniowo typowym: pomiędzy grupą Ładnie a „Wojną polsko-ruską" Doroty Masłowskiej. „10-0" to wypowiedź znacznie bardziej dojrzała, na wskroś indywidualna i ku zaskoczeniu radykalniejsza. Na jej tle poprzednie cykle artysty zdobywają dodatkową legitymizację, gdyż widać, że nie były tylko estetycznie i tematycznie odbiciem zainteresowań pewnej formacji pokoleniowej, a własną, poważnie przemyślaną ikonosferą, Kozłowskiemu właściwą.

W najnowszych pracach malarz rozgrywając przedstawienia w tradycyjnej przestrzeni obrazu, sięgnął jednak po środki w stu procentach typowe dla sztuki street artu, szablonu i graffiti, używane w rozklejanych na dziko undergrandowych plakatach, grafice komputerowych „strzelanek", czy wzorach tatuaży. To zapożyczenie uprawnione. Kozłowski identyfikuje się z tą estetyką, to jego „klimat" z młodości, okrzesany tylko późniejszym formatowaniem na ASP, jak zresztą widać bez większego powodzenia.

„10-0" naładowane jest emocjonalnymi wyobrażeniami, opowiedzianymi zasadniczo tylko w dwóch kolorach: czerni i czerwieni. To zestawienie, choć oszczędne, podgrzewa jeszcze atmosferę. Nie znajdziemy tu gładkiej plamy i spokojnego konturu. Przeciwnie. Sposób malowania sugeruje pośpieszną notację, działanie grafficiarza pod osłoną nocy, który aplikuje sobie adrenalinę, bawiąc się w „kotka i myszkę" z policją. To jednak tylko pozór. Każda z kompozycji jest silnie przemyślana i zbudowana. Nie ma tu miejsca na przypadek. Estetyka swobodnej ekspresji po bliższym przyjrzeniu okazuje się „ściemą". „Ściemą" świetnie i celnie opartą na inspiracjach wywiedzionych z płócien wielkich poprzedników - pompierów tworzących gigantyczne historyczne obrazy, takich, jak Matejko, Kossak, ale też Delacroix. „Ściemą" oparta także na światowych ikonach fotografii reporterskiej spod znaku Magnum. Na ile to u Kozłowskiego zapożyczenia świadome? Sądzę, że w pełni. Nie dałabym się zwieść pozornej zgrzebności jego ostatnich płócien. Są szczere, ale też w pełni malarsko skalkulowane.

Przemysław Jędrowski, kurator wystawy, traktuje ostatni cykl Kozłowskiego jak manifest i dydaktyczne pouczenie. Pisze - „Kozłowski przypomina, jak kruchy jest stan naszego bezpieczeństwa, dokąd prowadzi samozadowolenie i dobrobyt. Wytyka nam brak empatii wobec innych i wydaje się krzyczeć: odliczanie już się zaczęło, samochody mogą płonąć na twojej ulicy, kiedyś mogą przyjść także po ciebie (...). Prowokuje też inne pytanie: po której stronie barykady stoisz?" Mam co do tej dydaktyki wątpliwości. Widzę w Kozłowskim raczej zaangażowanego obserwatora, niż pouczającego nas mentora.

Maciej Kozłowski, „10-0", Galeria Sztuki Farbiarnia na Pięknej, Warszawa, kwiecień-maj 2010 .

 

cover