Nr 2 (74) 2008
kwiecień - czerwiec
INTERPRETACJE

Ikonografia w pracach Poli Dwurnik

"Po Królewskim Jeziorze samotny płynąłem..." to tytuł wystawy Poli Dwurnik w kieleckiej XS Gallery. Artystka samodzielnie dokonała wyboru prac w sposób syntetyczny prezentujący jej dotychczasowe osiągnięcia.

Daria Maroń

Studentka V roku Uniwersytetu Humanistyczno -Przyrodniczego Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Daria Maroń

ZNAJDZIEMY ZATEM JEDEN Z BANKNOTÓW z debiutanckiego cyklu. Kolejno prezentowane są "I am married to painting" i "Siedem Grzechów Głównych". Oba pochodzące z serii autoportretów. Celowo obrazy te zostały wymienione jako pierwsze, ponieważ zwłaszcza one są kluczowe w dyskursie o ikonograficzności w pracach Poli. Pozostałe prace: "Futro", "Akrobatka" i "Królowa Zwierząt Mika III" stanowią już odrębny dział w twórczości artystki. Być może mniej medialne, ale za to bardziej zdecydowanie w poszukiwaniu autentycznego wyrazu twórczego artystki.

W 2000 roku młoda adeptka szturmem wdarła się w pole działania polskiej sztuki współczesnej serią powiększonych banknotów NBP. Logicznie zbieżny zabieg dokonał się w kolejnych prezentowanych obrazach z serii autoportretów, z którą "banknoty" pozornie niewiele mają wspólnego. Niewiele, dopóki nie pomyślimy o dobrze ugruntowanych w społeczeństwie i kulturze motywach, po które sięgnęła artystka.

Te gotowe zapożyczenia same w sobie są nośnikiem pewnych treści. Charakter działań artystki objawia się w ponownym ich zaaranżowaniu i uwikłaniu w "dzisiejszy" czas i miejsce, przez co ich analiza opiera się nie tylko na pierwotnym znaczeniu, ale konieczne jest też odczytanie sensu, dla którego zdecydowała posłużyć się konkretną ikoną. Obrazy te, choć wielotematyczne, wydają się być tworzone takim właśnie sposobem, to jest dialogu z historią i tradycją, z czym Pola Dwurnik, z wykształcenia historyk sztuki, nie powinna mieć problemu. Jest to sprytny i inteligentny zabieg, który informuje o tym, że nie mamy do czynienia z przypadkowym nadawcą, ale takim, którego język operuje na pewnym poziomie świadomości historii, kultury i sztuki. Co istotne, nie jest to też komunikat kierowany do wszystkich, ale do tych, którzy są w stanie go odczytać. Sens obrazów wychodzi znacznie poza samą malarskość dzieł.

Twórczość Poli Dwurnik wpisuje się tym samym w tzw. nurt sztuki dehistoryzacji. Nie byłoby jednak sprawiedliwym, aby przyporządkować całą twórczość artystki tej kategorii. Tu z pomocą przychodzi reszta prac eksponowanych w XS Gallery. Artystka zdąży się jeszcze posłużyć "gotowymi" elementami w pracy "Królowa Zwierząt Mika III", jednak jest to zupełnie inna ingerencja w strukturę obrazu, niż ta, jaka miała miejsce w omawianych wcześniej pracach. Zaaranżowanie ramy wokół obrazu, którą stanowią pocztówki – reprodukcje ze zwierzętami (znajdziemy tam m.in. reprodukcję grafiki autorstwa Albrechta Dürera) ma już inne znaczenie niż przyozdobienie sukni w autoportrecie "I am married to painting" dziełami sztuki XX wieku. Pola Dwurnik wydaje się powracać do konwencji opisywania świata wokół niej, subtelnego wyrażania uczuć przez namnożenie wizerunków zwierząt wokół Miki, przy czym odnajdywania autorskiego wyrazu ekspresji. Podobnie oddziaływują obrazy "Akrobatka" i "Futro", nad którymi skupię się przez chwilę.

"Futro" będzie pierwszym obrazem, który zauważymy po wejściu do galerii. Białe tło obrazu zdaje się wkomponowywać w strukturę ściany tego samego koloru, zderzając nas z odczuciem, jakby cała ściana była obrazem, pośród którego gdzieś majaczy kobieta odziana w tytułowe futro. Zestawienie skali postaci z powierzchnią ściany potęguje uczucie zagubienia. Artystka uczestniczyła w aranżacji wystawy, być może jest to więc celowe posunięcie...

Na ścianie obok eksponowana jest "Akrobatka", która dla odmiany tonie w czerniach. Powieszona na linie, a u spodu majaczą światła... Kobieta w różnych konfiguracjach. Z obrazów zieje pustką. Martwy zwierzak, który dziś jest czyjąś etolą albo światła rampy migocące gdzieś pod akrobatką, spoza których nie widać nawet publiczności, dla której upozowany jest ten cyrkowy występ. Nie pozostał też cień uśmiechu po serii autoportretów, chyba że uznamy za taki grymas na twarzy podwieszonej akrobatki przywdziany scenicznie razem z kostiumem. Przedstawienie trwa, wszystko dzieje się na pokaz. Wystawa Poli pokazuje, że w świecie artystki dzieje się coś nowego, co w całości nie ujrzało jeszcze światła dziennego i to brzmi wyjątkowo optymistycznie.

Pola Dwurnik, „Po Królewskim Jeziorze samotny płynąłem...”, XS Gallery, Kielce, marzec-kwiecień 2008.

cover