Nr 1 (73) 2008
styczeń - marzec
WYDARZENIA

Uwodzenia gry wizualne

Uwodzenie było od zawsze wpisane w sztukę. Ciekawsze jednak staje się uwodzenie samą jawną strategią oszustwa. Cieszyńska wystawa była drugą odsłoną Projektu Otwartego, pomyślanego jako konfrontacja aktualnych tendencji w sztuce Czech i Polski.

Stanisław Ruksza

Historyk sztuki, kurator wystaw. Pracuje w BWA w Katowicach.

Stanisław Ruksza

PUNKTEM WYJŚCIA UCZYNIONO PODOBIEŃSTWA strategii „uwodzenia”, wizualnego... oszustwa. Migracja/fluktuacja form tworząca swoisty atlas ikonicznej gramatyki złożyła się na drugi motyw wystawy, przywołujący fundament dzisiejszych praktyk artystycznych – konceptualizm. Jego zdobycze w dzisiejszym świecie wielości poetyk paradoksalnie ujawniają się przede wszystkim w formie, z którą ten walczył, co pokazały świetnie Documenta 12. „Estetyka biedy”, zapis konceptu, gry, „obiektywnego” rejestru rzeczywistości, absurdalizacja czy niedbałe, „dziecięce” rysunki są obecnie jednym z dominujących zabiegów w sztuce, mającym nie tylko wymiar ideowy, ale przede wszystkim estetyczny (!). Podobnie z konceptualnym upodobaniem do archiwów, katalogów, atlasów, występującym we wszystkich fotograficznych cyklach pokazanych na wystawie.

Socjologiczne, dokumentacyjne zdyscyplinowanie cykli, rytmika wyprowadzana tą samą (najczęściej ukrytą) metodą, wreszcie architektura i człowiek, jako temat i punkt wyjścia do rozważań o tożsamości, pamięci, braku i szeregu innych zagadnień. A wszystko to ujawnione najsilniej tam, gdzie zostało ukryte, podane nie wprost, ale wyłuskane przez widza z pozornie podobnych, niezwykle estetycznych zdjęć.

To, co w środku, co niewidoczne, zostaje wręcz tytułowo wywnętrzone w light-boxach „Inside” (2006) Anety Grzeszykowskiej i Janka Smagi. Wykonali fotograficzną dokumentację wnętrz warszawskiego gmachu YMCA, która posłużyła do zbudowania trójwymiarowej rekonstrukcji budynku, gdzie, niczym sweter wywrócony na drugą stronę, środek stał się fasadą. Następnie artyści skleili model, po czym fotografowali ponownie wnętrze. W efekcie, na pierwszy rzut oka niewidocznie, zakłócili perspektywę, skalę, zachwiali proporcje. Szczegółowa analiza miejsc nie daje większego zaspokojenia, rozwiązania zagadki kształtu. Rozebrana na części układanka nie złoży się już nigdy w harmonijną całość, ale sztuczny twór, pozostający pozbawionym utylitarnych funkcji atrakcyjnym estetycznie obiektem.

Zabiegów podobnej proweniencji użyła Kateřina Držková, której anamorficzne korekty perspektywy, photoshopowo wdrożone w zdjęcia funkcjonalistycznych budowli w „Viewpoints” (2006), roztaczają swe konotacje daleko dalej niż tylko granice widzenia, w stronę fizjonomicznych czy genetycznych kuriozów, nowych możliwości powstawania bytów granicznych i pytania o ich relacje z dotychczasowymi. Architekturę o apokaliptycznych znamionach dokumentuje z kolei Teresa Severová. Jej „Overflow area” (2007) są niezwykle estetycznymi rejestrami podtopionych wodą praskich powodzi hal, parkingów, zastygłych dzięki spekulacjom deweloperskich firm oczekujących na kolejne wielkie wody.

To, czego nie ma, jest wreszcie najsilniej widoczne w różnych wariacjach na temat dzisiejszego everymana. „Bez tytułu” (2005), Grzeszykowskiej, jest serią spreparowanych wizerunków, bez swoich rzeczywistych odpowiedników. Anonimowi, a jakby znani, pełni szczegółów, bez życia, a jakby z jego potencjałem. Nieistniejący ludzie wywołujący uczucia, pozostający w pamięci.

W zdjęciach „bez tytułu” (2006), Ewy Axelrad, rzeczywiste zaś przewrotnie staje się sztuczne. Autystyczne portrety młodego pokolenia rozmijają się z oczekiwanym wizerunkiem. Meandrów stawania się w różnych etapach kobiecości dokonuje Maciej Osika, którego „autoportety” również uwodzą campową niejednoznacznością prawdziwości obrazu. Im bardziej to, co oddalone od pierwowzoru, wyobrażone i podane jako afirmacja marzenia, staje się możliwością zbliżenia do wiarygodniejszego obrazu. Dita Pepe w swoich „Autoportretach z mężczyznami” również poddaje się przekształceniom (niezmienna pozostaje tylko twarz autorki), zastępując brakujące na zdjęciach partnerki współportretowanych, wraz z ich hipotetycznymi gustami, pozycją społeczną. Przemiany uzależnione założonym katalogowym rygorem układają się jednocześnie w spójny zarys dzisiejszych Czech, z całą ich różnorodnością, także tą niewidzialną na pierwszym planie.

Uciążliwy brak, z niewiadomych przyczyn nieuobecniony najbardziej pożądany obraz, niedające spokoju niedostępne rozwiązanie. Coraz ciekawsze staje się to, od czego można uciec, czego nie widać, nie ma, bo nie uwodzi już to, co jest.

„Gry wizualne”, kuratorzy: Łukasz Dziedzic i Joanna Rzepka, Galeria Szara, Cieszyn, październik-grudzień 2007.

cover