Nr 1 (69) 2007
styczeń - marzec
WYDARZENIA

Obrazy jak malowane

Walka materii z cyberświatem, mediów gorących i zimnych, przypomina odwieczną walkę dobra ze złem. Walkę, w której gorące emocjonalne malarstwo samo niejako oddaje pola beznamiętnemu światu komputerowych gadżetów i telewizyjnych kamer.

Jolanta Ciesielska

Historyk sztuki, krytyk, kurator, publikuje teksty poświęcone sztuce współczesnej.

Jolanta Ciesielska

Wysiłek zbudowania właściwej malarstwu narracji i wysmakowanych struktur materii porzucony zostaje na rzecz gazetowych i telewizyjnych mądrości, a obserwację natury zastępuje kicz billbordowych sloganów. Malarstwo współczesne uwikłane w rywalizację z innymi o wiele atrakcyjniejszymi, drapieżniejszymi i wszechobecnymi konkurentami w obrazowaniu – z zimnymi mediami elektronicznymi - miast podejmować wysiłek budowania mitu na nowo, penetrować tajemnice alchemicznych właściwości materii, usiłuje dogonić telewizję, Internet i gazety. Malarstwo pozbawione swej istotnej mitotwórczej roli (bo o jakiż tu mitach może być mowa, gdy pretekstem do powstawania obrazów jest beznamiętny dialog wyrwany z telewizyjnego sitkomu lub tak „doniosłe” sceny codzienne, jak wypadająca w drodze do lustra podpaska...) wtapia się coraz bardziej w zwykłą masę towarową otaczających nas przedmiotów, nie odróżniając się od reszty ani specjalnym kunsztem wykonania ani inną estetyką czy właściwą sobie ikonografią. Stało się obojętne, by nie powiedzieć przerażająco banalne w treści, niechlujnie wykonane, pozbawione indywidualnej wizji świata. I podobnie, jak ów szeroko rozlewający się strumień masowych informacji, tak samo szybko pojawia się i znika z naszej pamięci. Malarstwo straciło pozycję głównego medium artystycznego, odkąd przestało być wizjonerskie, kolekcjonerskie lub postulatywne, odkąd malarze przestali dbać o budowanie własnych programów artystycznych, prowadzić dyskusje o istocie malarstwa, sztuki, a zajęli się produkowaniem form przypadkowych, nie-pięknych, form zapożyczonych, banalnych w treści, nijakich emocjonalnie. Tym ciekawsza wydaje się, pozornie przewrotna, decyzja tandemu kuratorskiego Jarosława Lubiaka i Kamila Kuskowskiego, którzy o problemach polskiego malarstwa postanowili wypowiedzieć się przy pomocy konkurencyjnego medium. Zaprosili bowiem do wystawy nie malarzy, lecz kilkunastu artystów wideo. Przejdźmy jednak do samej wystawy, która ukazała coś, co w tradycyjnym współczesnym malarstwie jest już prawie niespotykane - rozliczne komentarze artystów na temat dzieł klasyków malarstwa oraz próba przywrócenia klasycznych gatunków dawnego malarstwa - portretu, pejzażu czy martwej natury w wzbogaconej o nową technologię formie. Prace Marka Wasilewskiego „Japonia”, „Martwe natury” duetu Zorka Wollny i Roman Dziadkiewicz, czy cykl „Panny łódzkie” Kamila Kuskowskiego zdają się o tym zaświadczać. Ogromne, zajmujące całą ścianę wideomurale Dominika Lejmana „Łyżwiarze” czy Anny Orlikowskiej „Robaki II” oraz kompozycja „Uwaga światło” Józefa Robakowskiego i Wiesława Michalaka pokazywały dobitnie, że odpowiednio generowany o doskonałej jakości technicznej obraz wideo nie tylko śmiało może rywalizować z wielkoformatowym malarstwem, lecz poprzez wprowadzenie dodatkowych elementów dźwięku i światła nawet go przewyższać, ale przecież nie tylko o tak prostą rywalizację z malarstwem w tym wypadku artystom chodziło. Podobnie rzecz się ma w przypadku pracy Kamila Kuskowskiego, który nawiązując do estetyki starych fotografii z „belle epoque”, wprowadził element dowcipnego dialogu z widzem poprzez dyskretne interwencje w pozornie nieruchomy stylizowany portret panien na wydaniu - jedna puszcza do widza co jakiś czas oko, inna ziewa, jeszcze inna znienacka pokazuje język. Odwieczne marzenie malarzy, by nie tylko doskonale oddać widok obserwowanej postaci, ale jeszcze właściwie i jak naturalniej oddać ich gestykulację, słowem „przekazać malowanym postaciom życie”, zdaje się być wreszcie ziszczone. Praca Łukasza Ogórka „RGBRBGR” i najmłodszego uczestnika wystawy Marka Justa „9 minut, 11.sek. i 2 klatki”, stanowiące wariacje na temat Mondriana, to przykłady wykorzystania współczesnych technik komputerowych do stworzenia kolejnego kroku w rozwoju obrazowości, którego ówcześni artyści minimalu czy abstrakcjonizmu uczynić nie mogli, bo też i nie mieli takich możliwości technologicznych. Kilku artystów pokusiło się o stworzenie refleksji na temat samego malarstwa. Należy do nich zarówno praca Konrada Kuzyszyna, jak i instalacja „Na obraz i podobieństwo” Andrzeja Wasilewskiego, absolwenta toruńskiej pracowni multimedialnej. Natomiast melancholijna praca Marka Wasilewskiego ukazująca japoński pejzaż uświadomiła mi ponadto dodatkowy pozytywny aspekt wideomalarstwa: oszczędność miejsca. I w tym aspekcie skromny, zmaterializowany do postaci niewielkiego dysku, byt elektronicznego obrazu wydaje się bardziej przyjazny dla otoczenia niż wielkoformatowe, najczęściej malowane na źle przygotowanych blejtramach, wyginające się i obłażące z taniej farby akrylowej, współczesne dzieła malarskie. Zapytany o nowe doświadczenia wynikłe z wystawy kurator wystawy, Jarosław Lubiak, stwierdził: „Paradoksalnie ta wystawa uświadomiła mi wartość malarstwa sztalugowego jako stawiającego opór dematerializacji wprowadzonej przez nowe technologie, tak jakby obrazy mogły funkcjonować w napięciu pomiędzy malarską materialnością a elektroniczną dematerializacją”. Cóż, gdyby mogły, choć ich hybrydyzacja wynikająca z połączenia owych dwóch tak przeciwstawnych sobie środków wyrazu dałaby w sumie coś istotnie dziwacznego. „Obrazy jak malowane”, R.Dziadkiewicz, M.Just, K.Kuskowski, K.Kuzyszyn, D.Lejman, W. Michalak, Ł.Ogórek, A.Orlikowska, J.Robakowski, A.Wasilwski, M.Wasilewski, Z.Wollny, Galeria Bielska BWA, listopad-grudzień 2006.

cover