Nr 1 (69) 2007
styczeń - marzec
PREZENTACJE

BASIA BAŃDA

Straszne rzeczy

Prace Basi Bańdy są w większości różowe, rzadziej białe czy błękitne. Z daleka uderzają fasadą cukierkowej, jarmarcznej wręcz stylistyki, iskrząc się sznurami plastikowych koralików, wabiąc miękkością włóczkowych serwetek czy dzierganych sweterków. Są do siebie podobne, zarówno pod względem samej formy, jak i tematu przedstawień. Nagie postaci nie zawsze do końca określonej płci, wyłaniając się z jednolitego tła, oddają się na obrazach Bańdy wielorakim perwersyjnym zachowaniom. Pasywne kobiety ulegają męskim agresorom w zwierzęcych maskach, często towarzyszą im też dziwaczne stwory człeko- i zwierzokształtne, przywodzące na myśl już kiedyś gdzieś widziane.

Beata Jurkiewicz

Studentka IV roku historii sztuki na Uniwersytecie MK w Toruniu.

Beata Jurkiewicz

Ur. w 1980. Studia na Wydziale Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Dyplom w 2006 roku w pracowni malarstwa prof. Jarosława Kozłowskiego. Wystawy indywidualne: 2001- Muzeum Lubuskie im. Jana Dekerta, Gorzów Wlkp. 2005 - Galeria Zderzak, Kraków 2006 - Galeria Zakręt, Warszawa - Galeria Szara, Cieszyn - Galeria Miejska Arsenał, Poznań 2006-2007 - Galeria BWA, Zielona Góra Wybrane wystawy zbiorowe: 2004 – Galeria Szyperska, Poznań 2005 – Galeria Zderzak, Kraków - Art Forum, Berlin - 6 Krajowa Wystawa Malarstwa Młodych, 7 Konkurs im. E. Gepperta, BWA Awangarda, Wrocław - 37 Biennale Malarstwa „Bielska Jesień”, Bielsko-Biała - Bałtycka Galeria Sztuki Współczesnej, Słupsk 2006 – Kulturbrauerei, Berlin - Galeria Klimy Bocheńskiej, Warszawa - Art Forum, Berlin - Kolonia Artystów, Gdańsk 2006-2007 - Malarstwo Polskie XXI wieku / The 21st Polish Painting, Narodowa Galeria Sztuki „Zachęta”, Warszawa

Pozornie na obrazach tych nie ma nic nowego, sztuka ta operuje mnogością znanych motywów i odniesień, które zestawione są jednak w zaskakujący, a nawet przerażający sposób. Pełne wyuzdania przedstawienia zdają się być bowiem nakreślone niepewną, drżącą ręką dziecka, wyraziście, kolorowo, acz wstydliwie. Wstydliwie, no właśnie... Żeby dokładnie zobaczyć wiele z prac Bańdy trzeba na chwilę wejść w rolę podglądacza, podobnie jak miało to miejsce w przypadku słynnego Etant donné Marcela Duchampa. Tam jednak wystarczyło po prostu zajrzeć przez szparę w drzwiach, tutaj natomiast trzeba wykazać się aktywnością, gdyż chcąc uzyskać pełen ogląd, należy niektóre obrazy po prostu rozebrać - rozpiąć guzik, podnieść ażurową serwetkę przysłaniającą płótno, rozsunąć zamek błyskawiczny, podciągnąć wełniany sweterek. Niekiedy nie jest to do końca możliwe, wskutek czego przedstawienie malarskie jawi się odbiorcy tylko w ogólnym zarysie, przysłonięte półprzezroczystą materią. Pojawiające się niekiedy na obrazach wulgaryzmy pisane są wspak, swoistym szyfrem, który na pierwszy rzut oka zdaje się być bezsensownym ciągiem liter, dziecinnym bełkotem. Podobnie rzecz ma się w przypadku akwarelowych prac Bańdy, gdzie mimo braku fizycznej zasłony, artystka stosuje inny fortel mający na celu swoiste ukrycie wymowy samych przedstawień. Opatruje je mianowicie tekstem w postaci tłumaczenia słów z języka angielskiego na polski, a towarzyszące temu sceny mają znaczenie tych słów wyjaśniać w formie wizualnej. Przedstawienia te nie różnią się wiele od pozostałych prac artystki, w większości konsekwentnie rozważany jest w nich problem strachu związanego ze sferą cielesności, relacji pomiędzy płciami, uczuć i obaw z tym związanych. Czyżby znów wstyd, obawa przed mówieniem wprost? Być może również. Towarzyszące akwarelom wyrazy nie są jednak przypadkowe czy choćby neutralne, ich sens mówi sam za siebie, czego przykładem mogą być chociażby słowa czy wyrażenia takie jak: pewność siebie, gryźć, przezwyciężyć, tyłek, losować, zaczerwienić się. Sztuka Basi Bańdy jest zapisem wewnętrznych przeżyć artystki, które jednak mogą zyskać wymiar refleksji ogólnoludzkiej. Tematyka prac zachęca zaś do interpretacji w kontekście badań genderowych, feminizmu czy tzw. postfeminizmu, która to droga nie jest na pewno ślepa, acz o tyle niebezpieczna, że może doprowadzić do nadmiernego uogólnienia. Kluczem do tej sztuki zdaje się być przede wszystkim kwestia jej odbioru. Zakładając, że poprzez obrazy mamy do czynienia z samą artystką, zostajemy w nieoczekiwany sposób skonfrontowani z jej lękami, obawami, problemami zaprzątającymi jej myśli. Są to najczęściej rozważania o charakterze intymnym, związane z seksualnością, cielesnością, dojrzewaniem zarówno fizycznym, jak i emocjonalnym. Na takie tematy głośno się nie rozmawia, kultura nakazuje nam tę sferę ukrywać w zaciszu domostw czy też w głębokich obszarach świadomości. Basia jednak nie boi się mówić o tym głośno, czego obawiałaby się zapewne zupełnie już dorosła Barbara. Bo czym przerażają tak naprawdę prace Bańdy? Jakie skojarzenia przywołują? Perwersja, gwałt, defloracja, pedofilia. Wszelakie dualizmy przeciwstawiające sobie cielesność i uczucia, czystość i zepsucie, moralność i jej całkowity brak, wymieniając chociaż kilka z nich. Autorka tych prac wydaje się być rozdarta pomiędzy skrajnościami, a sztuka zdaje się mieć dla niej podwójny wymiar poznawczy – w niej dokonuje się chłodna analiza przeżyć samej artystki, która ma na celu konfrontację ideału marzeń z brutalną rzeczywistością, jak również swoiste zdemaskowanie obecnej w naszej kulturze, przynależnej praktycznie każdemu człowiekowi dozy hipokryzji. Basia Bańda, konkretna osoba, żaden everyman, uzewnętrzniając się, zdaje się namawiać widza do tego samego, zaprasza do dialogu. Każe mu jednak atakować, obnażać i odkrywać, co pojmować można dwojako. Z jednej strony, rozbieranie takie, rozumiane jako intymna czynność opierająca się na zaufaniu, staje się pewnym pozytywnym wyróżnieniem, dopuszczeniem opartym na przyzwoleniu i dobrej woli. Zważywszy jednak na to, co się po owym rozebraniu na płótnie pojawia trudno zawierzyć powyższej propozycji. Odbiorca, chcąc nie chcąc, staje się oprawcą podobnym tym, które na płótnach Bańdy dręczą swoje ofiary w sadomasochistycznej orgii. Bo co ukazuje się oczom po rozpięciu małego guzika spinającego dwie części pomarańczowego kołnierzyka z wyhaftowanymi tulipanami? Prowadzone czerwoną włóczką linie, które przy zapiętym kołnierzyku zupełnie nic nie znaczyły, zaczynają nagle tworzyć zarys przywodzącej na myśl upiorne lalki Hansa Bellmera sylwetki ludzkiej o szeroko rozłożonych nogach z wyraźnie zaznaczonymi genitaliami. Jej płeć jest nieokreślona, równie dobrze może to być kobieta, jak i mężczyzna. Taki stan rzeczy, tym bardziej, że podobna sytuacja przydarza się przy kolejnych pracach, z pewnością nie pozwala odbiorcy poczuć się komfortowo, wyzwala w nim poczucie winy. Również dlatego, że być może zabrnął w swych dociekaniach za daleko, naruszył intymną sferę artystki, ale przede wszystkim z powodu uświadomienia sobie własnych, często skrywanych w podświadomości traum związanych z seksualnością i ciałem. Jak często sam był w podobny sposób atakowany, ile razy musiał wybierać pomiędzy skrajnościami, uciekać od swego własnego ciała w lansowane przez kulturę popularną wzorce? Ile razy musiał udawać, skrywać, odrzucać to, z czym nie mógł sobie poradzić bądź czego nie aprobowało jego otoczenie, zmuszając do przywdziania maski obojętności? Jakie jego własne fantazje czy obsesje seksualne wyłaniają się z otchłani podświadomości w zetknięciu z tą sztuką? Bańda demaskuje fałsz w nas samych, tak samo, jak fałszywe są kolorowe koraliki przysłaniające niektóre z jej prac. Nie są trwałe, nie chronią, nie zasłaniają, nie mają wartości. Odczytanie wypisanych wspak na obrazach słów wymaga dość niewygodnego wysiłku lub...lustra, za które artystka przewrotnie podstawia odbiorcę. Sztuka Basi Bańdy jest niejednoznaczna. Bo jak też rozumie się zazwyczaj dominujący w jej obrazach kolor różowy, pojmowany przez samą autorkę jako bezpieczna, bliska nam barwa ciała? Kojarzy się on raczej z naiwną kobiecością, lalką Barbie, czy tanią estetyką sex shopów. Co na pierwszy rzut oka wydaje się oczywiste, za chwilę okazuje się być całkowitą nieprawdą. Przyjemne zaczyna przerażać, a wszystkie podjęte wcześniej sądy oraz wypracowane uogólnienia przestają funkcjonować na rzecz innych. Konsekwentne ukrywanie może tu więc funkcjonować jako metafora wszelkiej racjonalizacji. Odbiór tej sztuki wymyka się wszelkim sztywnym kanonom rozumowania, ucieka od logiki w stronę intuicji, jest swobodnym, emocjonalnym, subiektywnym dryfowaniem. Jak same wywołujące je prace, stworzone ręką artystki, która jednak, mimo wszystko, nie przestaje być Basią.

cover