Nr 1 (65) 2006
styczeń - marzec
PREZENTACJE

JADWIGA SAWICKA

Jednym stań się z medium mocy

Jadwiga Sawicka jest obdarzona niezwykłą wnikliwością egzystencjalną. Należy do tych artystów, którzy nie wsłuchują się w siebie, tylko są narzędziami do podsłuchiwania świata. Nie jest to świat polityki, zawirowań tożsamości czy lęków globalizacyjnych, mimo że te sprawy, jako tło, czasami się pojawiają. Jej świat jest odwieczny i nie zależy od doraźnych i przemijających problemów. Na ten świat składają się ludzkie uczucia.

Maria Anna Potocka

Krytyk i teoretyk sztuki, kurator, dyrektor galerii „Bunkier Sztuki”w Krakowie.

Maria Anna Potocka

Jadwiga Sawicka urodziła się w Przemyślu w 1959 roku. Studiowała na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom obroniła w 1984 roku w pracowni Jerzego Nowosielskiego. Zajmuje się malarstwem, fotografią, tworzy obiekty i instalacje. Mieszka i pracuje w Przemyślu. Wybrane wystawy indywidualne: 1994 Kobieta do jedzenia, Galeria Sztuki Współczesnej, Przemyśl 1996 Fajna forma, Otwarta Pracownia, Kraków 1997 Powraca dawne uczucie, Otwarta Pracownia, Kraków Brak sensu dokucza, CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa 1998 Forma wzywa do użycia, Galeria Foksal, Warszawa Nawracanie, oswajanie, tresowanie, billboard, Galeria Zewnętrzna AMS 1999 Podatność materiałów, Zachęta, Warszawa Przelewanie z pustego (z Michaelem Witasskiem), Otwarta Pracownia, Kraków 2000 Roz/łącznie (z Rogerem Perkinsem), Otwarta Pracownia, Kraków Krwawa, Galeria Foksal, Warszawa 2001 38 egzekucji, Galeria Koło, Gdańsk Powtarzanie i utrwalanie materiału, Otwarta Pracownia, Kraków 2002 Problemy z pamięcią (z Joan Grossman), Zachęta, Warszawa 2003 Numery, Galeria Naród Sobie, Poznań Słodki upominek, Galeria Potocka, Kraków Nic w środku, Bunkier Sztuki, Kraków 2004 Obłożenie, Galeria Kronika, Bytom 2005 Przyciąga i odpycha, Atlas Sztuki, Łódź Wybrane wystawy zbiorowe: 1996 Kobieta o kobiecie, BWA, Bielsko-Biała 1997 Granice obrazu, CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa 1999 Uchwyt, Muzeum Sztuki, Łódź 2000 Scena 2000, CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa 2001 Biurokracja, Galeria Foksal, Warszawa Na zewnątrz, Łaźnia, Gdańsk Maskarady, Inner Spaces, Poznań Krzątanina, BWA, Wrocław 2002 Supermarket sztuki, Galeria DAP, Warszawa Pejzaż semiotyczny, Galeria Hilger, Galeria Charim, Wiedeń; Królikarnia, Warszawa 2003 Architectures of Gender, The Sculpture Center, Nowy Jork, USA Biały Mazur, Neuer Berliner Kunstverein, Berlin, Bunkier Sztuki, Kraków 2004 Distances?, Galerie Le Plateau, Paryż Piękno czyli efekty malarskie, BWA Bielsko-Biała, BWA Wrocław, BWA Zielona Góra Za czerwonym horyzontem, CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa 2005 Malarstwo jako zimne medium, Galeria Piekary, Poznań Czas kultury, Galeria Miejska Arsenał, Poznań Polka, CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa Nie są to uczucia oglądane w filmach, przegadane, nachalne w wyznaniach. To są uczucia umieszczone na samym dnie duszy, uczucia podstawowe, prawie niemożliwe do wyrażenia. Jakieś westchnienia, niespełnienia, tęsknoty, przeczucia niepowodzeń, stłumienia małości, radości podszyte wizją smutku, bezradne melancholie. Te uczucia umykają formie, a jednak (a być może dlatego) o wszystkim decydują. One konstruują osobowość i one nią szarpią. Wiele osób je wyczuwa, psychologowie próbują do nich dotrzeć, ale mało kto potrafi jej wyrazić. Te uczucia są tak delikatne i nieokreślone, że giną pod dotknięciem formy. Jednak artystom od czasu do czasu udaje się znaleźć sposób na przeniesienie tych uczuć. Historia sztuki hojnie ich za to wynagradza. Nie jest to z jej strony żadna łaska, bo zobrazowanie tych uczuć wymaga wybitnego wyczucia i opanowania formy. Jeden gest za dużo, jeden gest nieudolny i uczucie, na które obraz zastawiał pułapkę, nie pojawia się, przyduszone ciężarem źle postawionego przecinka. Precyzja formalna, jakiej wymaga przekaz „uczucia z dna duszy”, bywa dla artysty wielkim stresem. I wymaga opracowania własnej strategii formalnej. Jadwiga Sawicka, na użytek swojego super-wczucia stworzyła bardzo skuteczne narzędzie, starannie wypracowane, którego zapowiedź i rozwój można zobaczyć w jej wczesnych pracach. Dla historyka sztuki, zainteresowanego procesami twórczymi, jej przypadek jest bardzo ciekawy. W okresie początkowym pojawia się kilka dość bliskich kierunków, które poszukują rozwiązania, gwarantującego spełnienie formalne. Te wstępne dotknięcia problemu mają charakter dialektyczny: ważne są momenty, kiedy istota rzeczy się nie pojawia, kiedy zastawiana pułapka nie jest do końca skuteczna i przytrząśnięte zwierzę błyskawicznie się wymyka. Dla wnikliwego artysty to wystarczy, aby następnym razem sprytniej zbudować zasadzkę i lepiej ją ustawić. Jadwiga rozegrała ten etap w dobrym czasie i poświeciła mu tylko konieczną ilość kroków. A jest to etap podwójnie trudny, bo szukając odpowiedniej formy dla swoich przeczuć, szuka się równocześnie zrozumienia i uchwycenia tych przeczuć. Jest to zabawne polowanie, w którym zarówno zwierzę, jak i broń nie są z góry znane. Polując budujemy jedno i odkrywamy drugie. Dla artysty to najbardziej niebezpieczne polowanie w życiu. Część artystów odkrywa jedynie procę, z której do końca życia strzela do kamieni. Jadwiga Sawicka wyszła z tego etapu w pełni uzbrojona i z pełnym zestawem trofeów. Opracowała indywidualny zestaw formalny i uświadomiła sobie uczucia, które pragnęła zrozumieć, przeniknąć i odczarować z nieuchwytności. Obrazowanie ludzkich uczuć, zwłaszcza tych, których nie można wypowiedzieć, uczuć, które osoba doznająca jedynie sugeruje zachowaniem czy ulotnym nastrojem, jest procesem zawiłym i wielostopniowym. Warunkiem koniecznym jest wrażliwość na cudze uczucia. (Nawet wśród artystów nie jest to postawa zbyt częsta. Zdecydowana większość artystów koncentruje się na uczuciach własnych lub w ogóle zapomina o uczuciach i skupia się na poszukiwaniu niezwykłych zderzeń symbolicznych, których rzeczywistość dostarcza w dużej ilości.) Ale wrażliwość na cudze uczucia to dopiero początek, to jedynie gotowość. Etapem następnym jest umiejętność czytania tych uczuć i zrozumienia odruchów, min i sytuacji, które je reprezentują. W tym momencie pojawia się potwierdzenie przeczuć. Artysta trafia do teatru, gdzie nieprzerwanie grany jest spektakl o niemożności ukrywania uczuć. Spektakl fascynujący, genialny nauczyciel sygnałów przynależnych poszczególnym uczuciom. W tym momencie kończy się obserwacja, a zaczyna przygotowanie wypowiedzi własnej. Artysta nie komentuje przebiegu tego procesu, natomiast pewnych rzeczy można się domyślić na podstawie konkluzji końcowej, jaką jest dzieło sztuki. Trudno powiedzieć, jak i kiedy Jadwiga Sawicka zorientowała się, że jest „uzależniona” od dramaturgii ludzkich uczuć. Sądząc po jej zachowaniu, delikatności, wsłuchaniu się w innych i melancholii spojrzenia taka była od zawsze. Jej postawa to coś więcej niż wrażliwość, to niemalże niemożność zaistnienia osobno, w bańce własnego szczęścia, w nieświadomości cudzych napięć i bólów. Powyższe zdania brzmią jak patetyczna pochwała, ale niekoniecznie nią są. Trudno powiedzieć, na ile ten kontrakt artystyczny na cudze uczucia jest gestem współczującym, a na ile jest niecierpliwą próbą poradzenia sobie z nachalną obecnością cudzych uczuć. Mam wrażenie, że jednym i drugim. To połączenie sprzeczności, zderzenie wczucia z egoizmem, ich wzajemne zmagania, pomieszanie wstydu z prawem do chronienia siebie, to wszystko daje pracom Jadwigi Sawickiej wielką siłę egzystencjalną, za którą zawsze musi stać sprzeczność, rozterka, walka autowizji z nachalną antywizją, która nieuchronnie w nas tkwi. Po opisie przeczuć dotyczących istoty twórczości Jadwigi Sawickiej należy się przyjrzeć faktom za nie odpowiedzialnym. Dominującym nastrojem wczesnych prac jest ekspresyjna dezorientacja, wyrażająca się w nadmiarze lub rozbiciu kompozycyjnym, w agresywności kształtów i linii, w nadmiernym nagromadzeniu materiału czy gestu symbolicznego. W tych pracach wyraźnie widać wypuszczenie na wolność energii nie zweryfikowanych, którym dopiero należy się przyjrzeć, które starannie trzeba oczyścić z wszystkiego, „czego nie chcę, aby było mną”. Późniejsze prace Jadwigi wyraźnie pokazują, co w tych wczesnych pracach wydawało jej się obce. To krótkie przejście doskonale wyświetla decyzję tożsamościową. Oczywiście podjęte wtedy decyzje miały różną wartość. Te najważniejsze, strategiczne polegały na wyborze przedstawień. Obiektem reprezentującym uczucia i napięcia egzystencjalne stało się używane ubranie i zużyte słowo, przepełnione znużeniem ślady po człowieku. Decyzje formalne określiły teren, na którym można poruszać się bezbłędnie, zapewniając równocześnie treści najpełniejszy głos. Jej przedstawienia zrezygnowały z zawiłych kompozycji i przyjęły centralną pozycję dla fotografowanych czy malowanych obiektów. Jadwiga Sawicka operuje kilkoma mediami, wśród których rolę złotego pełni niewątpliwie malarstwo. Wielość mediów i ich hierarchia ma istotne znaczenie w obrazowaniu ubrań. Pozycją wyjściową, wyjmującą obiekt z rzeczywistością i zamieniającą go w przedstawienie gotowe do dalszych „rozmów”, jest fotografia. Ubranie pojawia się w skali realnej, perfekcyjnie wyraźne, kolorowe i bardzo smutne. Tęsknota za człowiekiem, silne poczucie braku człowieka emanują z tych zdjęć. Ale to dopiero mała część sukcesu. Pojawia się cel, ale nie ten najważniejszy. Fotografia ubrania kojarzy się z bezradnością martwego ciała, które ładnie ułożone i kolorowe, kokieteryjnie czeka na ożywienie. Tej martwej gotowości przygląda się malarstwo i inicjuje akt zmartwychwstania. Jednym stań się z medium mocy nieżywe ubranie czy papierowa maska zamieniają się w żywe uczucie. Przemiana jest tak intensywna, że pojawia się wrażenie tchnięcia życia w obraz namalowany. Ubranie malarskie wibruje ruchem, wyrywa się z jakimiś zduszonymi wyznaniami, chce coś wyrazić, ale (na szczęście) nie znajduje słów. Zamienia się w energię poplątanych, niewyrażalnych uczuć. W porównaniu z dystyngowaną fotografią robi wrażenie nietrzeźwego. Tej grze pomiędzy fotografią a malarstwem przygląda się rzeźba i dorzuca swój komentarz, którego użyteczność (z założenia chyba) nie jest jasna, aczkolwiek dzięki rzeźbie dopełnia się „interpretacyjne zdeformowanie” przedmiotu przy użyciu medium: fotografia usztywnia kształt realizmem, malarstwo ożywia go uczuciem, a rzeźba przedrzeźnia topornością. Starcie tych deformacji jest przeglądem wydajności symbolicznej, jaką gwałt medialny wyzwala w przedmiocie. Malarstwo zwycięża bezapelacyjnie. To w nim najsilniej pojawia się odejście od przedmiotu i unicestwienie jego znaczeń, a następnie przeprowadzenie symbolicznej transformacji przedmiotu w uczucie, realnego w emocjonalne, definiowalnego w wyczuwalne. Ubrania to nie jedyny bohater obrazów Jadwigi Sawickiej. Niemniej ważnym, o ile nie najważniejszym „obrazkiem” w twórczości Jadwigi są słowa, a właściwie zbudowane z nich frazy. „Słowa, zdania, te ubrania myśli…, te niedoskonałe obrazki szarpiących nas uczuć.” W otoczeniu człowieka unoszą się liczne odzywki, których znaczeń już nikt nie przenika, bo tak są zbanalizowane. Ale to nie umniejsza ich wagi i nie stępia ich funkcji. Te frazesy są westchnieniami z głębi duszy, za którymi stoi jakaś niemożność, zawód, głupio ulokowana nadzieja, przeczucie niepowodzenia. Wzdychając, nie chcemy tymi słowami nikomu, niczego przekazać. To jedynie spuszczenie napięcia z aktualnej lub przeczuwanej przykrości. To najprostszy, wręcz dziecinny sposób na znoszenie tego „…czym nas chłoszcze i znieważa czas…” „Jezus Maria”, „Daj mi wszystko”, „Chryste Panie”, „Bydlaki, bydlaki”, „Wszystko od razu”. Takich westchnięć, zaklęć, nierealnych życzeń i odwetów, całej tej magii słownej jest wokół nas wiele i sporo tu jeszcze można odkryć. W sztuce Jadwigi Sawickiej, podobnie jak w wypadku ubrań, słowa te są wymodelowane malarskim wypiekiem. Ich forma, trochę koślawa, nie zawsze poprawnie mieszcząca się w przestrzeni obrazu, jest imitacją napięcia, jakie towarzyszy wypowiadaniu tych słów. I znowu malarstwo dało życie martwym frazesom, na które nikt już nie zwracał uwagi. Dzięki tej malarskiej ingerencji ujawniły się głębsze pokłady małych, prywatnych dramatów, chorych na bezradność i niespełnienie. Oprócz zaklęć, słowo występuje jeszcze w kilku innych odsłonach. Jedna z ważniejszych polega na przemalowywaniu starannie wyselekcjonowanych tytułów gazet. W przeciwieństwie do magii werbalnej, gdzie za słowami można odkryć jedynie mgliste uczucia, w tym wypadku pojawiają się fabuły. „Znowu zabija” jest nachalnym zaproszeniem do wypuszczenia wyobraźni i rekonstrukcji sytuacji. A przy okazji do wykreowania i przeżycia uczuć, jakie takiemu dramatycznemu zaszczuciu muszą towarzyszyć. Po wyzwalaczu fabuł pojawiają się obrazy przenoszące traumę: „Powoduje raka”, „Zaraza, zaraza”, „Jak ludzie mają żyć?”; hasła, które wyrywają nas złudnemu szczęściu i brutalnie przypominają o egzystencjalnych szykanach. Innym ożywczym zabiegiem malarskim na tekście jest przemalowywanie historyjek, streszczających odcinki seriali, jakie można znaleźć w programach telewizyjnych. Jest to literatura, która ma przetrwać tydzień i osiąga tandetność poniżej czasu, jaki sobie daje. Te inwentaryzacje faktów, przeplatane komentarzami psychologicznymi na miarę kucharki, to symbole jakości, na jaką jesteśmy skazani lub narażeni. Wymalowana tandeta dziennikarska zamienia się w wymówkę skierowaną do życia, w zarzut przeciwko jego jakości. Innym z kolei zabiegiem na tekście jest multiplikowanie go w postaci tapet; nieskończona kontynuacja, łącząca koniec frazy z jej początkiem, sprawia wrażenie, że ucisk bolesnych znaczeń, jakie niosą ze sobą słowa jest odwieczny i nieskończony. Obrazy tekstów na najprostszych przypadkach badają represyjne możliwości przekazów słownych. Prostota i staranne dobranie treści opresyjnych kreuje – perfekcyjny jak na sztukę – eksperyment percepcyjny. Pod wpływem magicznej siły malarstwa znaczenia słów ujawniają swoje manipulacje, pokazują jak się bawią ludzkimi uczuciami i jak, udając pomoc zwiększają dezorientację. Ale oczywiście nie można za wszystko winić słów, one najczęściej są narzędziami w cudzych rękach. I w kilku realizacjach, dedykowanych przestrzeni publicznej, Jadwiga Sawicka próbuje ujawnić „te ręce”. W Galerii Foksal wskazuje na Biurokrację, w Anschluss (projekcie dla Wiednia), na historię, w Czy Polska cię kocha, na patriotyczne niespełnienie. Każdy z tych tematów – a jest ich i będzie więcej – ma w swojej manipulacyjnej naturze duży talent do słów traumogennych. Te słowa mają swoją metodą przenikania języka: tępią się w użyciu, przestają się dać zauważać, ale nie przestają przenikać uczuć. Ta strategia pozornej nieobecności gwarantuje im władzę nad ludźmi. Nie ma nic gorszego niż symbole pętające się bez porządku i na pozór bez celu, czyhające na nastroje i momenty słabości. Jadwiga Sawicka przywraca te słowa (te ubrania) życiu, ściąga je na poziom, gdzie zaczynają być widzialne. Dzięki temu ich siła emocjonalna poddaje się namysłowi. Manipulator uczuciowy dostaje się do więzienia umysłu. Zostaje poddany rygorowi systemu, uporządkowany według podobieństw, unaoczniony. Oczywiście strategia artystyczna Jadwigi nie jest posłaniem społecznym, ani próbą pomocy. Jest to autentyczna, na najwyższych poziomach uzasadnień prawdziwa, egoistyczna konfrontacja wrażliwości artysty z pociskami, jakie realność przeciw tej „słabości” kieruje. I nie ma tu żadnej sprzeczności pomiędzy egoizmem, a wspomnianą we wstępie empatią. A cudem jest to, że ta „prywatna sprawa” przenika do intuicji kultury i dla wielu zmienia smak słów i obrazów. „Słowo daje nam możliwość doświadczania Bycia. Nie może być ono racjonalne, lecz poetyckie i metaforyczne. Tylko takie pozwala wyrąbać prześwit w środku wyobrażonego lasu, w którym znajduje się człowiek.” 1 Wiliam Szekspir, Hamlet, „W drodze”, Poznań, 1990, tłum. St. Barańczak, s. 92 2 Nie są to jedyne możliwe skojarzenia interpretacyjne, prace te są znaczeniowo bardzo skomplikowane. 3 Luc Ferry, Jean-Didier Vincent, Co to jest człowiek?, PIW, Warszawa, 2003, tłum. Monika Milewska, s. 137

cover