Nr 4 (64) 2005
październik - grudzień
PREZENTACJE

ANDRZEJ CISOWSKI

Eksperymentator

Droga twórcza Andrzeja Cisowskiego przypomina karierę naukowca, który, dochodząc do kolejnych odkryć, eksploruje ich przedmiot. Każdy etap jego pracy jest związany z poprzednim, ale całość tworzy dość skomplikowaną układankę.
Agnieszka Rayzacher

Krytyk sztuki, kurator, publikuje teksty o sztuce współczesnej.

Agnieszka Rayzacher
Laureatem Nagrody EXIT 2005 został Andrzej Cisowski, za wieloletnią kreatywną obecność w różnych dziedzinach aktywności twórczej, ze szczególnym uwzględnieniem cyklu prac malarskich powstałych w okresie minionego roku. Nagrodą jest statuetka autorstwa rzeźbiarza Sylwestra Ambroziaka. Wcześniejszymi Laureatami Nagrody EXIT byli: Eugeniusz Markowski, Wojciech Prażmowski, Jerzy Truszkowski, Leszek Golec & Tatiana Czekalska, Jarosław Modzelewski, Józef Robakowski, Piotr Wachowski i Krzysztof M. Bednarski. Andrzej Cisowski Urodzony w 1962 roku w Białymstoku. W latach 1982-87 studiował malarstwo w pracowni prof. Rajmunda Ziemskiego w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Studia artystyczne kontynuował w Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie w pracowni Konrada Klaphecka i A.R. Pencka. W 1990 roku uzyskał tytuł Meisterschüller w pracowni A.R. Pencka. Wystawy indywidualne m.in. w warszawskiej Pracowni Dziekanka, Galerii Promocyjnej, Galerii Zachęta oraz w Kordegardzie, krakowskiej Galerii Zderzak, Galerie Walther, Galerie im Kinderspielhaus w Düsseldorfie, Galerie Gabriele Jeroch w Hanowerze, Galerie 86 w Trier, Galerie Walther d'Eendt w Amsterdamie, Cavin-Morris Gallery w Nowym Jorku. Brał udział w kilkunastu zbiorowych wystawach sztuki polskiej i niemieckiej w Polsce, Niemczech, Francji, Holandii, Japonii, Korei Płd, USA. W roku 2005 był stypendystą Ministerstwa Kultury. W roku 1982 Andrzej Cisowski rozpoczynał studia w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, w pracowni prof. Rajmunda Ziemskiego. Trudno wyobrazić sobie lepszy czas na studiowanie malarstwa niż lata „głodu obrazów”. Ale Andrzej Cisowski znalazł się w swoistym potrzasku – z jednej strony mocno zakorzenione w koloryzmie akademickie podstawy, z drugiej zaś ekspresja lat 80., ale też działalność Gruppy czy fascynacja twórczością Andrzeja Wróblewskiego. Jaką drogę obrać kiedy wszyscy malują? Jak najlepiej wyrazić siebie, nie odcinając się od ducha czasu? Andrzej Cisowski zasilił szeregi nowych dzikich. Jego zasadą stał się brak zasad. Tworzył malarskie sprawozdanie z miejsca, w którym groteska zdawała się być najlepszą bronią w walce z beznadzieją. Jego pierwsze prace zostały wystawione w Dziekance, Galerii Promocyjnej i w krakowskim Zderzaku. Kończył studia, zaczynał być zauważany. Jednak niespokojny duch nie pozwalał mu usiedzieć w miejscu. - Właśnie wtedy wprowadzono przepis o obowiązkowej służbie wojskowej, którą należało odbyć po studiach. Zastanawiałem się co robić. W akcie desperacji pojechałem do Düsseldorfu, miałem przy sobie kilka nienajlepszej jakości slajdów z moimi pracami. Pokazałem je prof. Konradowi Klapheckowi, a on powiedział, że mogę u niego studiować. Naprawdę nie przypuszczałem, że pójdzie tak łatwo – wspomina artysta. I tak Andrzej Cisowski, ku swojemu zdumieniu, stał się studentem jednej z lepszych uczelni artystycznych na świecie, Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie. W jaskini nowych dzikich Po dwóch latach Cisowski znalazł się w pracowni kolejnej legendy sztuki niemieckiej A.R. Pencka. Studia w Düsseldorfie okazały się być przełomem w twórczości Cisowskiego. Po edukacji w murach konserwatywnej warszawskiej uczelni, właściwie zaczynał od nowa. To była świadoma decyzja. W Polsce prawdopodobnie zostałby asystentem, tu znów był jednym z wielu studentów, ale możliwość pobytu w tym miejscu okazała być się dla niego wielką szansą. Kontakt ze światową sztuką współczesną odbywał się nie tylko poprzez wizyty w muzeach i galeriach. W Düsseldorfie obok A.R. Pencka i Konrada Klaphecka wykładali też Jörg Immendorff i Markus Lüpertz. Pojawienie się w miejscu tak diametralnie różnym, pozwoliło Cisowskiemu zdystansować się do tego co zostawił w Polsce. Ten „restart”, dał impuls do dalszego rozwoju. Był oczywiście zafascynowany twórczością neoekspresjonistów, których spotkał na miejscu. Jeszcze bliższe wydały mu się działania grupy Mülheimer Freiheit. Wciąż pozostawał zatem pod urokiem „nowych dzikich”, jednak bliski kontakt z jego twórcami paradoksalnie pozwolił mu na stopniowe odrywanie się od łożyska i poszukiwanie własnego języka. W jego twórczości późnych lat 80. pojawiają się nieporadne, malowane poszarpaną linią postacie, wykonujące absurdalne czynności, osadzone w bliżej nieoreślonym otoczeniu. Patronuje im duch twórczości Dubuffeta i Jean-Michela Basquiata. Ten ostatni, niespełna dwa lata starszy od Cisowskiego, był wówczas jego artystycznym guru. Miał zresztą okazję poznać go dwa miesiące przed śmiercią. Przełom Na początku lat 90. obrazy Cisowskiego wciąż naznaczone były basquiatowskim szaleństwem. Pojawiają się napisy, absurdalne opowieści, malarskie anegdoty. Wieńczą je przedziwne tytuły. Artysta zaczyna przejawiać fascynacje i zdolności literackie, które będą się ujawniać przez kolejnych kilkanaście lat. Cisowski tworzy w obrazie własne uniwersum, w które pragnie wplątać widza. Charakterystyczne poczucie absurdu staje się specjalnością artysty. Ujawnia się w sposób szczególny w kolażach i instalacji, zaprezentowanych w 1995 roku w Małym Salonie Galerii Zachęta. Pośród łąki nut i sztucznych kwiatów stał oklejony rysunkami i partyturami fortepian. Patronem pokazu zdawał się być Marcel Duchamp. W klimacie dada były również utrzymane kolaże – rodzaj rebusów, do których klucz zna tylko artysta. Całości dopełniały nonsensowne tytuły („Trzech panów udających zakonnice”, „Pryskając, parskając”, „Lola skacze i biegnie”) oraz żartobliwe komentarze, np. „Źrebaki mają duże ogony – ogony naszych przodków”. Charakterystyczną dla wcześniejszych prac groteskę, zaczął wypierać humor, a poszarpaną, grubą kreskę, bardziej łagodna i płynna linia. 1 Idzie nowe Cisowskiemu udaje się ostatecznie pozostawić okres fascynacji neoekspresjonizmem. Jego twórczość zyskuje rys indywidualny. Z dawnych lat pozostaje mu jednak zamiłowanie do swoistej beztroski, swobodne włączanie w tkankę obrazu tekstu i bardzo specyficzne poczucie humoru. Malarstwo Cisowskiego subtelnieje, ale nie wkrada się w nie rutyna. Młodzieńczy odjazd, zostaje zastąpiony dojrzalszą zabawą. Zabawa ta coraz częściej przypomina układanie puzzli. Artysta tworzy swoje obrazy dobierając pozornie nie pasujące do siebie elementy. Postacie zaludniające płótna Cisowskiego nie biorą się znikąd. Często malowane są w charakterystyczny, szkicowy sposób, jednym tylko kolorem. Przychodzą do artysty z gazet, książek, telewizji. Zamieszkują jego obrazy, dzieląc je z innymi elementami – krótkimi tekstami, przeróżnej maści zwierzakami, maskotkami i amorficznymi tworami wyobraźni autora. Nieład panujący w pracach autora jest częścią gry, bo Cisowski ma potrzebę porządkowania przestrzeni płótna. Czyni to za pomocą struktur, które również stają się jego specjalnością. Strukturą może być podział geometryczny lub namalowany wzór – np. krata albo inny „rzucik”. Bazą czy też elementem odniesienia może też okazać się dla Cisowskiego stara mapa przyklejona do deski lub koronkowy obrus, który staje się świetnym szablonem. Niekiedy w działaniach Cisowskiego pobrzmiewa punkowy, buntowniczy duch lat 80., jakby przypominał sobie lata szalonego zamalowywania, znakowania i wyżywania się na płótnie. Obrasy Z potrzeby odnoszenia się do struktury wyłonił się kilka lat temu obszerny cykl zatytułowany „Obrasy”. Artysta zaczął malować na wzorzystych materiałach, obrusach i chustach. Wpadł na pomysł, który wykorzystywali polscy malarze w dobie kryzysu. Wówczas jednak nikt nie obnosił się z faktem malowania np. na płótnie zasłonowym. Nadruk stanowił odwrocie obrazu. Dziś Cisowski nie wstydzi się swoistego artystycznego recyklingu. Nadruki na tkaninach potraktował jako wyzwanie. Na „Obrasach” malował zazwyczaj postacie przedziwnych dzieci, które wkomponowywał w zastaną strukturę, pełniącą w zależności od motywu funkcję kwiatowej bordiury, maskotki lub bazy dla formalnych eksperymentów. Prace te są wariacją Cisowskiego na temat tradycji kolażu, ale artysta nie dodawał elementów do powstającej właśnie pracy. To malarstwo stało się dodatkiem do tkaniny i jej nadruku. American dream Graficzna, czasem wręcz plakatowa forma obrazów tworzonych na materiałach i obrusach doprowadziła Cisowskiego do jego najnowszego cyklu pod wymownym tytułem „American dream of life”. Artysta nigdy nie krył swojego zamiłowania do zapożyczeń, potwierdzały to kolejne fazy jego twórczości. Najnowsze prace Cisowskiego to rodzaj zbioru graficznych cytatów, które zestawione ze sobą stanowią całość. Nie ma sensu tworzenie nowych form, skoro współczesna kultura i cywilizacja produkują ich tak wiele – kwituje Cisowski. Artysta tworzy rodzaj współczesnej interpretacji amerykańskiej kultury masowej. Olbrzymie formaty, czerpanie z komiksów, reklam i prasy przywodzą oczywiście na myśl tradycję pop-artu. Ale Cisowski cytując tworzy własną estetykę, która poprzez zagęszczenie rysunków przywodzi na myśl amerykańską grafikę reklamową lat 50. Nie znaczy to jednak, że artysta stał się kolekcjonerem kolorowych magazynów sprzed półwiecza. Rodowód wykorzystywanych przez niego postaci i motywów nie sięga aż tak daleko. Jednak wszystko czego dotknie się Cisowski przyjmuje formę rysunku – czarno-białego lub też wypełnionego palmą czystego, jasnego koloru. Stąd też rodzaj nostalgii, która pojawia się podczas kontaktu z jego pracami. Nostalgii za fantazją i nieograniczonymi możliwościami, jakie daje rysunek. Współczesna reklama i kultura masowa, poprzez posługiwanie się przede wszystkim fotografią, stała się zbyt dosłowna. Andrzej Cisowski nie podejmuje jednak misji artysty zaangażowanego: Bawię się formą oraz motywami, odszukuję ich fragmenty w nowych sytuacjach i zestawieniach, a kieruje mną potrzeba eksperymentowania. Każdy obraz to próba udzielenia odpowiedzi na pytanie co z tego wyjdzie. Mimo tego klasycznego już, modernistycznego przywiązania do formy, z najnowszych prac Cisowskiego wyłania się coś więcej. To wizerunek naszej wyobraźni. Wyobraźni zaśmieconej motywami, obrazkami, twarzami polityków, gwiazd i osób publicznych. W jej zakątkach nie ma miejsca na symbole. Słowo staje się logotypem, a obraz elementem strategii marketingowej. Prace Cisowskiego są więc obrazami o bierności obserwatora-konsumenta, do której często odwoływał się Andy Warhol. Indianin Charakterystyczną cechą twórczości Cisowskiego jest ciągłe poszukiwanie. Dużym zaskoczeniem była dla mnie letnia akacja artysty. W mazurskiej wsi Targowo Andrzej Cisowski zrealizował chłopięce marzenie o budowie własnego obozowiska. Wioska składała się z pięciu drewnianych namiotów, ekscentrycznie wygiętego pomostu i tajemniczej platformy. Instalacja nosiła nazwę „Ziemia na horyzoncie!” i powstała na pagórku nad stawem. Ukryte za krzakami obozowisko nie było widoczne do strony podwórza. Artysta za każdym razem dokonywał odsłony swojej pracy prowadząc gości ścieżką biegnącą wzdłuż dawnej obory. „Ziemia na horyzoncie!” to fascynujący, wielowymiarowy projekt site-specific łączący naturę z kulturą. Jego zewnętrzna, oszczędna forma architektoniczna znakomicie wpisywała się w mazurski krajobraz. Każdy z namiotów krył w sobie jednak tajemnicę – instalacje, autoironiczne filmy lub ślady interwencji malarskiej – charakterystycznych dla autora postaci, napisów i form. Cisowski połączył tu wszystkie cechy swojej twórczości – absurd, zamiłowanie techniki kolażu i pozorną beztroskę. Tą „kulturą” nie zakłócił harmonii mazurskiej łąki. Po prostu na chwilę wprowadził tu pewien element – cząstkę samego siebie. Pozostał sobą nie przynosząc zagrożenia. Czym jeszcze zadziwi Andrzej Cisowski?
cover